Mniej Polaków skłonnych wyjechać w poszukiwaniu pracy

Tylko 45 proc. Polaków deklaruje gotowość wyjazdu do innego regionu kraju lub za granicę w przypadku bezrobocia i trudności w znalezieniu pracy w miejscu zamieszkania - wynika z opublikowanego we wtorek badania Eurobarometru, o którym za PAP piszą media elektroniczne.

W porównaniu z badaniem z 2005 roku,  to spadek o 28 pkt proc. Jednak z sondażu wynika, że odsetek osób gotowych do przeprowadzki bardziej niż u nas spadł w tym czasie w Grecji (z 67 do 38 proc.) i we Włoszech (z 68 do 39 proc.).

Wśród Polaków myślących o wyjeździe do pracy za granicę tylko 6 proc. wybrałoby Irlandię – tyle samo co USA czy  Australię. Więcej jest chętnych na wyjazd do Norwegii, Hiszpanii czy Włoch.

Wyniki Eurobarometru wskazują, że odsetek Polaków dopuszczających w przyszłości wyjazd za granicę w poszukiwaniu pracy jest wyższy od średniej unijnej - 23 proc. w Polsce wobec 17 proc. w UE.

Mimo że tylko 14 proc. Polaków ma za sobą doświadczenie mieszkania, nauki albo pracy za granicą, to niemal co czwarty (23 proc.) myśli o wyjeździe w do pracy. Prawie połowa (47 proc.) uważa, że jest tam łatwiej o zatrudnienie. Najchętniej wybieranymi krajami są Niemcy (32 proc.), Wielka Brytania (21 proc.) i Holandia (15 proc.).

Ponad połowa Polaków myślących o wyjeździe, deklaruje zainteresowanie stałą pracą w innym kraju, a jedna czwarta nastawia się raczej na pracę sezonową.

Komisja Europejska uważa, że obywatele UE w niewystarczającym stopniu korzystają z prawa do mobilności w ramach UE, bowiem tylko 2,3 proc. żyje w innym kraju UE niż ojczysty. "Prawo do życia i pracy w innym europejskim kraju jest jedną z podstawowych swobód UE, ale zbyt mało osób z tego korzysta" – ocenił komisarz ds. pracy Laszlo Andor. Przyznał przy tym, że wiele krajów próbuje powstrzymać napływ pracowników z innych państw UE.

Dlatego też w opublikowanym we wtorek raporcie Komisja Europejska przypomina prawa migrujących pracowników i niektóre orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości w tej sprawie.

Więcej na stronie EurActiv.pl (http://www.euractiv.pl/przedsiebiorczosc-i-praca/artykul/mniej-polakow-skonnych-wyjecha-w-poszukiwaniu-pracy-001966)

26.7.2010


Austria, czyli "„Pan magister raczy usiąść”

Taksówkarze przed lotniskiem lub głównym dworcem kolejowym w Wiedniu promienieją z radości, gdy pasażer mówi ze słowiańskim akcentem. „A, nuż – myślą – trafił mi się Rosjanin…”. Miny im wprawdzie rzedną, gdy się okazuje, że wsiadł Polak albo Czech, ale pod wskazany adres skrzętnie zawiozą. Nie liczą już jednak na sute napiwki, do których przyzwyczaili ich nasi wschodni sąsiedzi.

 

Austriacy lubią powtarzać, że turystyczny biznes zbudowali na śniegu i alpejskich stokach. Ale także poza sezonem narciarskim kuszą przybyszów wieloma atrakcjami. W 2002 r. 18 mln turystów zostawiło 11,5 mld dolarów. Poza ośnieżonymi górami największą silę przyciągania ma Wiedeń. W wielu miejscach można tam odnieść wrażenie, że cesarsko-królewskie czasy wcale nie przeminęły. Spod katedry św. Stefana, która – jak pisał biskup Ignacy Kraszewski – „króluje Wiedniowi jak kopula św. Piotra w Rzymie” można wyruszyć dorożką po uliczkach i wśród dworskich zabudowań i pałaców z łatwością się przenieść w czasy Franciszka Józefa. Z podróży do przeszłości może jednak wyrwać telefon komórkowy... To ubrani w stroje z epoki wiedeńscy dorożkarze (Fiaker) umawiają się na kolejny kurs.

 

Adres w Wiedniu zobowiązuje – do codziennego życia należy rytuał spotkań kawiarnianych, regularne koncerty (oczywiście muzyki klasycznej) czy bale karnawałowe (nie tylko w operze). Za prawdziwych wiedeńczyków uważa się tych, którzy mieszkają tam od co najmniej trzeciego pokolenia i mówią z akcentem charakterystycznym dla danej dzielnicy. W takiej sytuacji nieważne, że nazwisko brzmi Novak czy Nagy. Wertując wiedeńską książkę telefoniczną można odnieść wrażenie, że zawiera ona także numery Budapesztu, Pragi czy Bratysławy… Słowiańskie i węgierskie nazwiska nikogo nad Dunajem nie dziwią. Wiedeń jest kosmopolityczny i ksenofobiczny zarazem.

 

Podobnie jak Szwajcarzy Austriacy  nie są wrogo nastawieni do cudzoziemców, pod warunkiem jednak, że ci przyjeżdżają do ich małego alpejskiego kraju jako turyści. Cudzoziemiec-„gastarbeiter”, czy – jeszcze gorzej – azylant musi się mieć na baczności. Do niedawna dużo cierpliwości wymagało już samo przekraczanie granicy austriackiej. Kilka lat temu na szykany ze strony austriackim służb granicznych publicznie narzekał m.in. jeden z byłych polskich konsulów. W ostatnim czasie sytuacja się unormowała. Nadal jednak Polacy nie mają co liczyć na taką samą dawkę sympatii (a może raczej nostalgii) jak w przypadku Słoweńców, Węgrów, Czechów czy Słowaków. Innego zdania są zapewne mieszkańcy Krakowa i Galicji.

 

Choć Wiedeń nazywany jest miastem Straussa, na każdym kroku można tam zobaczyć wizerunek Mozarta. Wolfgang Amadeusz uwieczniony został na pomnikach, fasadach trzynastu domów, w których mieszkał, na apaszkach, parasolach i czekoladkach. Jego rodzinne miasto, Salzburg, ukochali natomiast melomani z całego świata. Przyjeżdżają tam nie tylko ze względu na Mozarta, ale także na przepiękną, malowniczą okolicę. Stałym gościem nad jeziorem Wolfgangsee był przez lata Helmut Kohl.

 

Za najbardziej słoneczny region Austrii uważana jest słynąca z ciepłych źródeł Karyntia. Styria (na granicy ze Słowenią i Węgrami) jako magnez reklamowy wykorzystuje nazwisko gubernatora Kalifornii, Arnolda Schwarzeneggera. Austriacki terminator przekonuje, że „jedynie w górach nabiera sił i chęci do życia”. Reszty dopełniają popularne w całym kraju potrawy mączne (wpływ Czechów z okresu imperialnego?).

 

Znawcy Austrii cenią sobie bardzo wysoko także Graz, drugie co do wielkości miasto Austrii. W ubiegłym roku był Graz kulturową stolicą kraju. Jednym z symboli miasta jest wieża zegarowa z odwrotnie zamontowanymi wskazówkami zegara. Do dziś nie wiadomo, czy ówcześni rzemieślnicy (w 1712 r.) potraktowali to jako żart, czy był to ich błąd w sztuce. Dziś już nikt nie odważyłby się go poprawiać. Tak jak Wiedeń szczyci się rodziną cesarską, Straussem czy Freudem, Graz „dorzuca” swoje nazwiska: psychoanalityka Otto Grossa, jego ojca Hansa – twórcy współczesnej kryminalistyki czy fotograficzki Inge Morath. Ta ostatnia była żoną Arthura Millera. Ich córka, Rebecca, poszła w ślady ojca i odgrywa coraz poważniejszą rolę w nowojorskim świecie literackim.

 

Innego „bohatera” ma od kilku lat Tyrol, region podzielony od 1919 r. między Austrię i Włochy. Kilka lat temu na lodowcu w obszarze przygranicznym znaleziono zwłoki zmumifikowanego człowieka epoki przedlodowcowej. Do dziś trwają spory, czy Oetzi był Austriakiem czy Włochem...

 

Na austriackich stokach można usłyszeć prawie wszystkie języki europejskie, ostatnio też coraz częściej polski. Napływowi turystów nie przeszkodziła – wbrew przewidywaniom – nawet dyplomatyczna izolacja Wiednia. Na początku 1998 r. rządy państw Unii Europejskiej zdecydowały się na sankcje wobec Austrii. Miał to być protest Europy wobec powstaniu egzotycznej koalicji – chadecy postanowili rządzić wraz z populistami z Wolnościowej Partii Austrii (FPOe). Najbardziej kontrowersyjna była nawet nie tyle sama partia, ile jej przywódca Joerg Haider. Dopóty dopóki jego rządy ograniczały się do Karyncji, traktowano jego ksenofobiczne i nacjonalistyczne wystąpienia jako folklor polityczny. Gdy nagle znalazł się na salonach Wiednia, zagraniczni politycy zaczęli masowo odwoływać zaplanowane wcześniej wizyty nad Dunajem. Szerokim łukiem nie omijali jednak Wiednia biznesmeni. Mimo szumu w mediach wpływ unijnych sankcji na gospodarkę Austrii okazał się znikomy.

 

Kanclerz Wolfgang Schuessel i jego energiczna pani minister spraw zagranicznych Benita Ferrero-Waldner nie przegapiali żadnej okazji, by podkreślać, że – mimo tej dziwnej koalicji - proeuropejska polityka Wiednia się nie zmienia i Austria będzie dążyła do dalszej liberalizacji przepisów gospodarczych.  Mieli rację – proinwestycyjna polityka rządu się opłaciła: do Austrii przeniosły część swej działalności m.in. takie firmy jak BMW, Philips  i MAN.

 

Jak jednak zgodnie powtarza się nad Dunajem, austriacka lokomotywa gospodarcza swoje tempo zawdzięcza głównie przystąpieniu Austrii do Unii Europejskiej. Dostęp do europejskiego rynku wewnętrznego wpłynął na ożywienie eksportu i sprawił, że potencjalni inwestorzy przychylniejszym okiem zaczęli spoglądać na Austrię. Po wejściu do UE w 1995 r. Wiedeń stał się też środkowoeuropejską centralą wielu międzynarodowych koncernów (np. Siemens, Coca-Cola).

 

Austriacy z dużym niepokojem obserwowali integrację Polski z UE. Wielu z nich nadal obawia się, że Polska nie tylko nadwyręży brukselską kasę, ale i zaleje ten mały alpejski kraj tanimi robotnikami. Obaw nie mają jednak w nawiązywaniu kontaktów handlowych z Polakami. Są stosunkowo otwarci i mniej pryncypialni niż ich „niemieccy kuzyni”. Nie lubią być zresztą z nimi porównywani, są dumni ze swojego multikulturowego spadku po Habsburgach. Dużą wagę przywiązują do ceremoniału - po rozmowach jak najbardziej wskazana jest elegancka kolacja, a nierzadko także ciekawy koncert. Czują się sercem Europy Środkowej i chętnie rozprawiają na temat kultury, historii i polityki. Ostrożnie z tematem II wojny światowej! Dla wielu Austriaków Adolf Hitler był Niemcem... – „tam bowiem został ukształtowany jego program - tłumaczą - i dzięki Niemcom znalazł się na szczytach władzy”. Mentalnościowo mają jednak dużo wspólnego z południowymi Niemcami, podobnie jak Bawarczycy pozdrawiają się: „Gruess Gott!” („Szczęść Boże!”).

 

Austriacy bardzo umiejętnie łączą historię i tradycję z nowoczesnością. Wielu z nich bez trudu kojarzy nazwisko króla Jana Sobieskiego, który ponad 300 lat temu wybawił ich z tureckiej opresji. Sentymentalni w kwestiach historycznych, w sprawach biznesowych są Austriacy jednak nad wyraz pragmatyczni.

 

Zdarza się, że w Austrii wśród biznesmenów wciąż funkcjonują stereotypy („Polnische Wirtschaft”), ale nie tak powszechnie jak wśród ludzi nie zajmujących się biznesem czy w Niemczech. Austriaccy przedsiębiorcy chcą być politycznie poprawni, nie ujawniają swoich antypatii, cenią uprzejmość. Najczęściej są to ludzie, którzy widzieli cały świat. Polski obyczaj picia mocnych alkoholi traktują jak egzotykę, o której później chętnie opowiadają.

 

Niektórzy handlowcy radzą, by nawet niemieckojęzyczni polscy przedsiębiorcy rozmowy biznesowe prowadzili po angielsku - odbierają wówczas swoim partnerom przewagę językową. Tę sugestię trzeba jednak dobrze przemyśleć, bo znajomość niemieckiego bywa często doceniana. A propos języka, warto zauważyć, że niemiecki w Austrii brzmi zupełnie inaczej niż w Niemczech czy Szwajcarii. Austriacy, a zwłaszcza wiedeńczycy, są dumni z melodyjności swojego dialektu.

 

W kontaktach biznesowych Austriacy bardzo dużą wagę przywiązują do materiałów informacyjnych. Szanujący się polski przedsiębiorca powinien mieć zawsze komplet obcojęzycznych biuletynów, folderów itp.

 

Większość Austriaków prowadzi dość drobnomieszczański tryb życia, ekstrawagancje w zachowaniu czy w strojach nie są dobrze widziane. Kwitnie natomiast życie kawiarniane. Przy kawie po wiedeńsku i kawałku tortu Sachera omawia się na bieżąco wszystkie najważniejsze wydarzenia – i te duże, i te małe. Czekając na kompana czy przyjaciółkę zawsze można przejrzeć gazety lub – jak na przykład w kultowej wiedeńskiej „Hawełce” – pogawędzić z właścicielami.

 

Osobliwością austriacką pozostaje przywiązanie (przez niektórych nazywane obsesją) ogromnej wagi do tytułów. Tytuł „magister” (w skrócie: Mag.) przed nazwiskiem wcale nie oznacza, że mamy do czynienia z farmaceutą - Austriacy jak żaden inny naród są na tym punkcie bardzo czuli. Tytuły usłyszeć można nawet w głośnikach tramwajowych czy w metrze, gdy zapowiadane są kolejne ulice poświęcone licznym w tym kraju doktorom czy magistrom. Tytułomania sięga daleko. W księgarni nie wystarczy poprosić o sprzedawczynię, tam trzeba się zwrócić do „pani magister”...

 

Maria Graczyk

 

(Maj 2004 roku)

 

Więcej na stronie Wieden.tel (www.wieden.tel)

 


Praca w Niemczech

Praca w Niemczech

 

Niemcy nadal obawiają się niekontrolowanego napływu taniej siły roboczej z Polski i innych nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej. Mimo to pozostają jednym z głównych kierunków emigracji zarobkowej naszych rodaków. Szanse na pracę i godziwy zarobek u naszych zachodnich sąsiadów mają głównie informatycy, lekarze, pielęgniarki, budowlańcy oraz zbieracze warzyw i owoców, a także studenci i uczniowie.


Od 1 maja 2004 roku obywatele polscy mają „pierwszeństwo”, przed obywatelami z krajów trzecich nie będących członkami UE, w uzyskiwaniu pozwoleń na pracę na stanowiskach nie obsadzonych przez obywateli „starych” krajów członkowskich. Obywatele polscy, którzy w dniu przystąpienia Polski do UE posiadali co najmniej 12 miesięczne pozwolenia na pracę w RFN uzyskali stały dostęp do rynku pracy tego kraju. To samo dotyczy ich małżonków (bądź konkubentów) i dzieci do 21. roku życia, jeśli mieszkali z nimi na terenie Niemiec co najmniej 1,5 roku. Regulacja ta nie dotyczy osób z pozwoleniami na wykonywanie w RFN usług (np. w ramach umów o dzieło).

Lachy na strachy

Niemcy sięgnęli po okresy przejściowe także w niektórych - ich zdaniem szczególnie wrażliwych - usługach: w szeroko rozumianej branży budowlanej, usługach dekoratorskich oraz sprzątaniu budynków, środków transportu i urządzeń. Do chwili zniesienia ograniczeń, co nastąpi nieprędko, obowiązują dwustronne umowy pomiędzy Polską a Niemcami, takie jak polsko-niemieckie porozumienie o delegowaniu pracowników do drugiego kraju w ramach tzw. umów o dzieło (eksport usług). Nadal trzeba się starać o pozwolenie, ale w pewnych branżach potrzeby są tak duże, że Polacy powinni zdobyć pracę bez problemu. Na legalną pracę mogą liczyć pracownicy niewykwalifikowani i wysoko wyspecjalizowani fachowcy. Przyjęta za Odrą zasada mówi, że na konkretne stanowisko można przyjąć obcokrajowca tylko wtedy, gdy nie było chętnego Niemca.

Wszystkie formalności związane z pracą w Niemczech należy załatwić przed wyjazdem do Niemiec. Podjęcie przez obywatela polskiego pracy w Niemczech musi być poprzedzone uzyskaniem formalnego pozwolenia. Wszystkie dotychczasowe regulacje, zarówno wewnętrzne niemieckie, jak i wynikające z uzgodnień bilateralnych, umożliwiające podejmowanie pracy przed 1 maja 2004, pozostały w mocy również po tym terminie.
Ułatwieniem jest fakt, że po 1 maja 2004 roku Polakowi wolno wjechać do Niemiec bez wizy, aby szukać pracy, a jeśli uda mu się znaleźć posadę – będzie mógł załatwiać potrzebne formalności na miejscu, bez potrzeby wracania do kraju. Bez wizy można nadal przebywać w Niemczech przez trzy miesiące, ale jeśli zamierzony pobyt przekroczy miesiąc, trzeba się zgłosić do urzędu ds. cudzoziemców. Jeśli zaś chce się przebywać w Niemczech ponad trzy miesiące, to trzeba uzyskać w tymże urzędzie pozwolenie na pobyt dla obywateli UE (Aufenthaltserlaubnis EG). Wyczerpujących informacji na temat formalności związanych z podjęciem pracy w Niemczech udzielają Wydziały Konsularne Ambasady Niemieckiej.

Sankcje za pracę „na czarno”

Osoby pracujące bez ważnego pozwolenia na pracę mogą być ścigane za pracę na czarno.
W Niemczech od stycznia 2004 roku ruszył nowy urząd, powołany do zwalczania pracy na czarno. Placówka, której centrala mieści się w Kolonii, ma 113 oddziałów regionalnych i zatrudnia 7000 kontrolerów. Nowy urząd ma koordynować działania kontrolne różnych służb. Lotnych kontroli, czy to na budowach, czy w restauracjach, dokonywali dotychczas funkcjonariusze inspekcji pracy wraz policją i ewentualnie agentami celnymi.
Od 1 sierpnia Niemcy surowiej karzą za pracę na czarno. Chodzi zwłaszcza o pracę w budownictwie lub transporcie, odpowiednie służby mogą też sprawdzać prywatne mieszkania, poszukując nielegalnie zatrudnionych sprzątaczek, niań, ogrodników czy ekip remontowych. W myśl nowej ustawy zatrudnianie pracowników na wielką skalę na czarno to przestępstwo - pracodawcy grozi do trzech, a nawet pięciu lat więzienia i ogromna grzywna, pracownik musi zapłacić grzywnę w wysokości 5 tys. euro i zostanie wydalony z Niemiec.

Pracując na czarno, łamie się przepisy kodeksu socjalnego oraz prawo o cudzoziemcach - jest się winnym nielegalnego wjazdu i pobytu w Niemczech, gdyż podczas turystycznego pobytu nie wolno pracować ani szukać pracy. Karą jest wydalenie lub deportacja oraz bezterminowy zakaz wjazdu do Niemiec i innych krajów UE, które podpisały układ z Schengen. W praktyce przy pierwszym przyłapaniu płaci się ok. 400 euro grzywny plus koszty postępowania sądowego. Na wyjazd z Niemiec ma się z reguły dwa-trzy dni. Jeśli trafi się do aresztu deportacyjnego, za każdy dzień pobytu trzeba zapłacić ok. 50 euro.

Co roku w Niemczech wykrywa się blisko 15 tys. przypadków nielegalnego zatrudnienia, a kary grzywny nałożone na pracodawców i pracowników wynoszą ponad 30 mln euro. Większość ofert na temat nielegalnego zatrudnienia zwykle rozchodzi się kanałami towarzysko-rodzinnymi. Namiary na potencjalnych pracodawców wymienia się także pod polskimi ośrodkami i kościołami. Pewną część rynku opanowali nielegalni pośrednicy, którzy niemal jawnie werbują do pracy „na czarno”. Dlatego bardzo uważnie trzeba czytać ogłoszenia i dokładnie sprawdzać warunki zatrudnienia.

Niemcy bronią się przed masowym napływem siły roboczej z Polski i innych krajów regionu, tłumacząc się wysokim, ponad 9-procentowym bezrobociem. Według szacunków, po 1 maja 2004 roku do Niemiec w poszukiwaniu sezonowej pracy miało przybyć od 200 do 410 tysięcy Polaków. Do sierpnia 2004 r. było ich ok. 250 tysięcy. W 2003 roku za Odrą i Nysą legalnie pracowało ok. 305 tysięcy naszych rodaków, z czego 302 tysiące w ramach prac sezonowych. Ilu pracowników znad Wisły pracuje nielegalnie między Odrą a Renem, trudno policzyć. Według niektórych źródeł jest ich mniej więcej tyle samo, co pracujących zgodnie z prawem.

Tak ogromne zainteresowanie niemieckim rynkiem pracy wynika przede wszystkim z faktu, iż Polakom znacznie łatwiej wyjechać do naszych zachodnich sąsiadów niż do odległej Wielkiej Brytanii czy Irlandii. Ponadto, zarobki w Niemczech są wyższe niż w innych krajach UE.

Szparagi i tartaki

Jak podaje ambasada Niemiec w Warszawie, obywatele polscy, którzy ukończyli 18 lat, mogą pracować do maksymalnie trzech miesięcy w roku kalendarzowym w rolnictwie, gastronomii i hotelarstwie, sadownictwie i warzywnictwie oraz w tartakach. Zatrudnienie sezonowe generalnie trwa do 90 dni lub 180 „półdni” w ciągu roku. „Półdnie” rozumiane są jako nie więcej niż cztery godziny pracy w ciągu dnia. Dłużej – do dziewięciu miesięcy w roku kalendarzowym - można jedynie pracować np. w wesołych miasteczkach, przy widowiskach i imprezach objazdowych. W ciągu ostatnich pięciu lat Polacy najczęściej zatrudniani byli przy sezonowych pracach fizycznych. Przede wszystkim w rolnictwie, przetwórstwie warzyw i owoców, rybołówstwie, ogrodnictwie, leśnictwie, tartakach, zakładach impregnacji drewna oraz nieco rzadziej w hotelarstwie i gastronomii lub usługach kiermaszowo-objazdowych.

W Niemczech hoduje się coraz więcej szlachetnych i pracochłonnych warzyw, np. szparagów. Dziś jeszcze niemieckim bezrobotnym nie opłaca się zbierać szparagów, owoców i warzyw za 5 euro na godzinę. Ratunkiem dla niemieckiego rolnictwa są ciągle pracownicy sezonowi, głównie z Polski. Bez polskich robotników szparagi byłyby wielokrotnie droższe, a wtedy zmalałby na nie popyt. Podobnie jest z pomidorami, jabłkami i truskawkami. Do tych prac nie są wymagane szczególne kwalifikacje. Preferowane są jednak osoby młode lub w średnim wieku, sprawne fizycznie i znające - choć w stopniu podstawowym - język niemiecki. Przy dużej wprawie miesięczne zarobki - w przeliczeniu - wynoszą ok. 3 tys. zł.
Stawka za godzinę wynosi od 3,5 euro (Niemcy wschodnie) do 7 euro brutto (zachodnie landy).

Pracownicy sezonowi podlegają niemieckiemu społecznemu ubezpieczeniu wypadkowemu. Zajmują się tym branżowe organizacje przedsiębiorstw działające jako zakład ubezpieczeń od następstw wypadków przy pracy. Pracodawca zobowiązany są do zgłaszania wypadków przy pracy oraz wypadków w drodze do pracy i z pracy, jeżeli pracownik nie jest niezdolny do pracy dłużej niż trzy dni. Niemiecko-polską instytucją łącznikową w tej dziedzinie jest Berufsgenossenschaft für Fahrzeughaltungen, gdzie można kierować pytania w sprawie ubezpieczenia wypadkowego. Adres: Postfach 21 01 54; 47023 Duisburg, tel. 0049 - 203 29 52-0, http://www.bfg.de.

Pracownicy–goście

Inną, bardzo wąsko otwartą furtką, pozwalającą na znalezienie legalnej pracy w Niemczech, jest skorzystanie z możliwości zatrudnienia w charakterze pracownika-gościa (Gastarbeitnehmer), w celu podnoszenia kwalifikacji zawodowych i językowych. Kandydaci muszą mieć co najmniej wykształcenie zasadnicze zawodowe, jak również posiadać doświadczenie zawodowe i znać dobrze język niemiecki.

Umowa między rządem RFN a polskim rządem dopuszcza roczne zatrudnienie do 2 tys. takich osób w wieku od 18 do 40 lat. Nigdy jednak ta liczba nie jest wykorzystywana. Przyczyny są dwie - Niemcy nie zgłaszają takiego zapotrzebowania, a polscy pracownicy nie mogą spełnić wymagań dotyczących języka, kwalifikacji czy wymaganego stażu. Jako pracownik-gość można pracować raz - maksymalnie przez 18 miesięcy.

Procedura trwa ok. dwóch miesięcy. Najpierw w polskim urzędzie pracy składamy wniosek o pośrednictwo w znalezieniu pracy w Niemczech jako pracownik-gość. Liczba ofert z Niemiec, którymi dysponują urzędy pracy, jest niewielka. Najczęściej to sami pracownicy nawiązują kontakt z pracodawcą i ten składa u siebie wniosek o zezwolenie na konkretną osobę, która z kolei załatwia formalności w Wojewódzkim Urzędzie Pracy.

Należy złożyć podanie (Bewerbung) wypełnione w języku niemieckim ze zdjęciem paszportowym, zaświadczenie o znajomości języka potwierdzone przez tłumacza przysięgłego lub lektora, a także potwierdzone przez tłumacza przysięgłego dokumenty: kserokopię świadectwa wykształcenia, kserokopię świadectwa uprawnień zawodowych lub w przypadku personelu medycznego zaświadczenie o prawie do wykonywania zawodu, kserokopię aktualnego świadectwa zdrowia w przypadku personelu medycznego, pracowników gastronomii, przetwórstwa mięsnego i rolno-spożywczego, kserokopię zaświadczeń o stażu lub świadectw pracy z tłumaczeniem przysięgłego tłumacza, maksymalnie z ostatnich sześciu lat pracy, a także umowę o pracę (Arbeitsvertrag) lub zapewnienie przyjęcia pracy (Einstellungszusage) od pracodawcy wraz z tłumaczeniem przysięgłego tłumacza.

Z umowy powinno wynikać, na jakim stanowisku oraz jak długo osoba będzie zatrudniona. Po przejściu procedury kwalifikacyjnej w Polsce Zentrale Arbeitsvermittlung (ZAV) wydaje decyzję o zezwoleniu, którą odbieramy w swoim urzędzie pracy. Z taką decyzją jedziemy do Niemiec.

Poszukiwani fachowcy

W 2000 r. rząd federalny uruchomił doraźny program, tzw. IT-Green Card, aby pokryć zapotrzebowanie na specjalistów z dziedziny technologii informacyjnych i komunikacyjnych. W ramach tego programu na legalną pracę może liczyć do 20 tys. specjalistów IT. Są to osoby, które ukończyły studia wyższe lub wyższą uczelnię zawodową na kierunku technologii informacyjnych i komunikacyjnych, a w Niemczech zarabiają rocznie 39,6 tys. euro brutto oraz osoby, które mają inne kwalifikacje, ale ich uzgodnione z pracodawcą roczne wynagrodzenie brutto wynosi co najmniej 51 tys. euro.

Niemcy z otwartymi rękami przyjmą do pracy polskich informatyków. Na słynną „ofertę Schrödera” odpowiedziało jednak do tej pory zaledwie kilkuset Polaków, mimo iż Niemcy deklarowali wchłonąć w sumie 70 tys. specjalistów w tej dziedzinie. Przyczyna jest prosta - zarobki nie są aż tak kuszące, dlatego większość polskich informatyków woli realizować się w Polsce za podobne wynagrodzenie, a bez konieczności rozłąki z rodziną. Tym bardziej, że zapotrzebowanie na informatyków w naszym kraju też jest dość spore.

Rąk do pracy brakuje także w służbie zdrowia. W Niemczech wschodnich brakuje lekarzy, zwłaszcza internistów, w szpitalach i prowincjonalnych gabinetach lekarskich. W szpitalach jest obecnie ok. 5 tys. wakatów. Ponieważ podjęcie praktyki lekarskiej traktowane jest jako samozatrudnienie, lekarze z Polski z odpowiednimi kwalifikacjami zawodowymi mogą to zrobić bez ograniczeń. Urząd pracy musi wydać zgodę na zatrudnienie lekarzy w szpitalach czy innych gabinetach. Warunkiem uzyskania posady lekarza jest spore doświadczenie w zawodzie oraz bardzo dobra znajomość języka. W polskiej prasie jest mnóstwo ofert pracy w niemieckiej służbie zdrowia, poszukać można również w Internecie, np. na w stronie pisma „Deutsches Arzteblatt”. Niemcy poszukują też polskich pielęgniarek do opieki nad osobami starszymi i chorymi, fizykoterapeutów, rehabilitantów oraz cukierników, piekarzy, kucharzy, fryzjerów, stolarzy, a także wykwalifikowanych pracowników budowlanych.

Także polscy inżynierowie są poszukiwani za Odrą. Jak wynika z raportu Związku Niemieckich Firm Przemysłowych i Handlowych, blisko połowa z ankietowanych przedsiębiorstw ma problemy ze znalezieniem odpowiednio wykształconych inżynierów. W cenie są także osoby z doświadczeniem handlowym - zwłaszcza ze znajomością rynków wschodnich. Takich pracowników szuka co piąte niemieckie przedsiębiorstwo.

Na własny rachunek

W UE obowiązuje swoboda świadczenia usług na terenie krajów członkowskich poprzez firmy usługowe, rzemieślnicze oraz przedstawicieli wolnych zawodów, a to oznacza, że firma zarejestrowana i działająca w Polsce może zawierać ze zleceniodawcami niemieckimi umowy o dzieło, czyli na świadczenie usług. To samo dotyczy również firm jednoosobowych. Właśnie świadczenie usług w ramach małej, najczęściej jednoosobowej firmy jest nową, coraz częściej wykorzystywaną przez Polaków furtką w niemieckich restrykcjach na rynku pracy, która otworzyła się po 1 maja 2004 r.

Zgodnie z ustaleniami umowy akcesyjnej Niemcy wprowadziły w ramach regulacji przejściowej ograniczenia swobody wykonywania usług na własnym terytorium. Dotyczą one jednak tylko niektórych branż lub czynności. Przede wszystkim - branży budowlanej i pokrewnych (w tym dekoratorów wnętrz). Zakazem objęto również większość usług polegających na czyszczeniu i sprzątaniu. Jednak w przypadku jednoosobowych firm można obejść okresy przejściowe na te usługi. Założenie firmy w Niemczech jest jednak dużo bardziej kosztowne i skomplikowane niż rejestracja działalności w Polsce.

Aby uniknąć przykrej niespodzianki i nie zostać posądzonym o pracę „na czarno”, można zweryfikować swoją działalność w Niemczech w Federalnej Agencji Pracy (Bundesagentur für Arbeit). Potwierdzimy, czy możemy podjąć się zlecenia bez pozwolenia na pracę, a nasz zleceniodawca uniknie wysokich kar za nielegalne zatrudnienie.

Studenci i uczniowie

W Unii Europejskiej obowiązuje zasada wzajemnego zaufania do dyplomów stwierdzających kwalifikacje zawodowe w różnych krajach członkowskich. Nie oznacza to jednak, że automatycznie dyplomy z kraju pochodzenia uznawane są w innych krajach, a pracownik zyskuje te same prawa. Uprawnienia do uznawania dyplomów i potwierdzania kwalifikacji są w Niemczech rozproszone na poszczególne kraje związkowe oraz instytucje pozarządowe. Z reguły decyduje o tym instytucja odpowiedzialna za kształcenie w danej dziedzinie w kraju związkowym, w którym zamieszkał wnioskodawca.

Polscy studenci mogą podejmować w Niemczech prace wakacyjne trwające do trzech miesięcy w roku. Muszą jednak posiadać przy sobie następujące dokumenty:
- zaświadczenie Centralnego Urzędu Pośrednictwa Pracy w Bonn o zwolnieniu z obowiązku posiadania zezwolenia na pracę;
- aktualne zaświadczenie uczelni o figurowaniu na liście studentów;
- zaświadczenie, że w czasie planowanego wykonywania pracy trwa przerwa semestralna.

Zaświadczenia te muszą zostać przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego na język niemiecki. Istotna jest deklaracja gotowości pracy, przez co najmniej 8 tygodni w okresie wolnym od zajęć. Zatrudnienie wakacyjne studentów jest nielimitowane, uzależnione jedynie od zapotrzebowania niemieckich pracodawców. Może być imienne lub anonimowe. Naboru kandydatów dokonują wojewódzkie urzędy pracy lub sami zainteresowania poprzez własne kontakty i znajomości.

Kolejną formą legalnej możliwości zdobycia pieniędzy w Niemczech są praktyki uczniowskie. Przysługują one uczniom przedostatnich klas szkół (głównie gastronomicznych, hotelarskich i ekonomicznych) z poszerzonym nauczaniem języka niemieckiego. Kandydat musi być pełnoletni, a na praktyki deleguje go szkoła. Uczniowie nie są pracownikami firm niemieckich, gdyż nie podpisują umów o pracę. W czasie praktyki otrzymują nieodpłatnie zakwaterowanie i wyżywienie oraz ok. 250 euro. Co roku z tej oferty korzysta ok. 200 uczniów.

Zezwolenia na pracę w Niemczech nie potrzebują m.in. cudzoziemcy, którzy są: członkami personelu kierowniczego spółek, bądź przedstawicielstw, posiadającymi pełnomocnictwa generalne lub prokurę; osobami oddelegowanymi do montażu lub remontu dostarczonych maszyn i urządzeń; zawodowymi sportowcami bądź trenerami mającymi pracować w niemieckich klubach sportowych; pracownikami naukowymi przybywającymi do Niemiec z wykładami; artystami, którzy przybywają z występami artystycznymi; akredytowanymi dziennikarzami; kierowcami ciężarówek i autobusów w ruchu międzynarodowym lub członkami załóg statków żeglugi pełnomorskiej bądź śródlądowej.

Jaka płaca, takie podatki

W RFN nie ma ustawowo ustalonej płacy minimalnej. Z zasady wysokość zarobków ustalają pracodawcy i pracownicy. Jeśli w danej branży istnieje układ taryfowy podpisany przez związki i pracodawców, obowiązują zapisane w nim zasady wynagradzania. W układach taryfowych zapisane są ustalenia dotyczące wynagrodzenia, tygodniowego czasu pracy, urlopu, dodatkowych wypłat, ale także np. zasad wypowiedzenia.

Prawo pracy określa ośmiogodzinny dzień pracy, tzn. 48 godzin przez sześć dni w tygodniu. Z zasady tydzień roboczy obejmuje pięć dni, a wiele układów taryfowych przewiduje 37-40 godzin pracy w tygodniu. Jeśli jednak pracodawca nie jest związany układem zbiorowym, obowiązuje ustawowy czas pracy. Może on być podniesiony do dziesięciu godzin dziennie pod warunkiem, że w ciągu sześciu miesięcy nie przekroczy się przeciętnej ośmiu godzin na każdy dzień.

Jeśli pracujemy w Niemczech legalnie, nasze wynagrodzenie podlega w Niemczech opodatkowaniu zgodnie z tamtejszymi przepisami ustawy o podatkach od dochodów. Te dochody nie mogą być natomiast powtórnie opodatkowane w Polsce dzięki polsko-niemieckiej umowie o unikaniu podwójnego opodatkowania. Pracownik musi wyrobić sobie kartę podatkową (Lohnsteuerkarte), którą wydaje właściwa gmina. Najczęściej jednak wszelkie formalności meldunkowe i podatkowe załatwia sam pracodawca.

Roman Gutkowski


Możliwości znalezienia sezonowej pracy w Niemczech:

1. Przez znajomych, Internet, telefonicznie albo na miejscu. Przyrzeczenie zatrudnienia wydaje właściwy Urząd Pracy (Agentur für Arbeit). Dokument ten musi być opatrzony pieczątką Centralnego Biura Pośrednictwa Pracy (ZAV) w Bonn, departamentu współpracy z zagranicą w polskim Ministerstwie Gospodarki i Pracy oraz właściwego dla naszego miejsca zamieszkania Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Załatwianie formalności trwa od kilku dni do dziesięciu tygodni.

2. Złożenie w polskim urzędzie pracy wniosku o pracę sezonową w Niemczech. ZAV wysyła wtedy do MGiP tzw. anonimowe przyrzeczenia zatrudnienia, które dopiero urzędy pracy przydzielają odpowiednim kandydatom. Pierwszeństwo skorzystania z ofert mają bezrobotni, decydujące są kwalifikacje zawodowe oraz znajomość języka.

3. Przeglądania anonimowych ofert, które za pośrednictwem polskiego Ministerstwa Gospodarki i Pracy trafiają do Wojewódzkich Urzędów Pracy (oferty można znaleźć w Internecie na stronie rządowej).

 

mg


Euro

Euro

 

czyli praca w Brukseli...

W siedzibie Komisji Europejskiej w Brukseli o posadę stara się warszawska babcia klozetowa. Na rozmowie kwalifikacyjnej pokazują jej napis WC i pytają, co ten skrót znaczy. - Water closet - wyjaśnia babcia. Następnie pytają ją o znaczenie skrótu EC. - European Commission - odpowiada bez zająknienia babcia. Po wyjściu koleżanka pyta ją, jakie miała pytania. - Tylko dwa, i to dość łatwe. Jedno zawodowe, drugie z europeistyki.

 

mg


Legalna praca w Niemczech? "Nein"

Legalna praca w Niemczech? "Nein"

 

Wbrew opiniom pracodawców, niemiecki rząd postanowił utrzymać do 2011 r. bariery ograniczające dostęp do rynku pracy dla pracowników z nowych państw członkowskich. „Nie ma racjonalnych przesłanek uzasadniających tę decyzję. Okresy przejściowe to anachronizm a ich przedłużenie odbije się negatywnie na wizerunku Niemiec w Polsce!” – uważa Lars Bosse, dyrektor generalny Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Niemcy są, obok Austrii, jedynym „starym” krajem członkowskim UE, które nadal zamyka swój rynek pracy. „Stopa bezrobocia w Niemczech spada sukcesywnie. Nie jest jeszcze na satysfakcjonującym poziomie, ale niemieckim przedsiębiorcom i tak zaczyna już brakować wykwalifikowanych rąk do pracy” – komentuje Bosse.

Brak odpowiednio wykształconych pracowników zaczyna być również coraz bardziej widoczny w Polsce. „Bez zdecydowanych ruchów rządu polskiego trudno będzie utrzymać najlepszych i najzdolniejszych ludzi w kraju. Dążenie do szczęścia i, co się z tym wiąże, wyższego statusu materialnego, jest naturalne. Póki co ci ludzie wybierają Wielką Brytanię, Hiszpanię czy Skandynawię. Niemcy powinny się włączyć w walkę o nich, bo nie robiąc nic traci dodatkowy potencjał gospodarczy!” – podkreśla Bosse.

Naciski niemieckich pracodawców odniosły przynajmniej częściowy skutek – jak zapowiedział federalny minister spraw wewnętrznych, Wolfgang Schäuble, absolwenci szkół wyższych i osoby o wysokich kwalifikacjach zawodowych będą musieli pokonać mniej przeszkód w drodze do zatrudnienia w Niemczech. „To krok w dobrą stronę, tak samo jak zapowiedź stałego monitoringu potrzeb niemieckiego rynku pracy. To jednak nie wystarczy! W Niemczech brakuje również niewykwalifikowanej siły roboczej, chociażby w rolnictwie” – zauważa Bosse – „Kiedyś tą lukę zapełniali m.in. Polacy. Teraz wolą pracować tam, gdzie mogą to robić przez cały rok. Dla niemieckiej gospodarki, zamknięcie na kolejne lata rynku pracy nie jest korzystne. Dla wizerunku tym bardziej! Liczyliśmy na większą otwartość Berlina” – puentuje.

 

mg


Stanowiska dyrektorów

Stanowiska dyrektorów

 

Komisja Europejska ogłosiła nabór kandydatów na stanowiska dyrektorów i głównych doradców (grupa zaszeregowania AD 14) w następujących Dyrekcjach Generalnych:

1. ds. Sprawiedliwości, Wolności i Bezpieczeństwa (2 stanowiska dyrektorów w Dyrekcji „Imigracja i Azyl” oraz „Obywatelstwo i Prawa podstawowe”)

2. ds. Przedsiębiorstw i Przemysłu (1 stanowisko dyrektora w Dyrekcji „Polityka regulacyjna”)

3. ds. Energii i Transportu (1 stanowisko dyrektora w Dyrekcji „Bezpieczeństwo w dziedzinie energii jądrowej” oraz 1 stanowisko głównego doradcy)

4. ds. Rozszerzenia (1 stanowisko głównego doradcy)

5. ds. Społeczeństwa Informacyjnego i Mediów (1 stanowisko głównego doradcy)

6. ds. Zdrowia i Ochrony Konsumentów (1 stanowisko głównego doradcy)

7. oraz w Europejskim Urzędzie ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (1 stanowisko głównego doradcy)

Ogłoszenia o powyższych naborach skierowane są do obywateli nowych państw członkowskich (UE-12). Termin składania aplikacji został wyznaczony na dzień 19 września 2008 r.

Zapewnienie obecności Polaków w instytucjach i agencjach Unii Europejskiej jest jednym ze strategicznych i długofalowych celów Polski, również w perspektywie przygotowania i sprawowania Prezydencji w Radzie UE w II połowie 2011 r. Systematycznie obserwowane są skala i dynamika zmian stanu zatrudnienia polskich obywateli w instytucjach unijnych. Jednocześnie Polska popiera wszelkie inicjatywy instytucji UE, mające na celu sprawne i szybkie dojście do równowagi geograficznej w liczbie pracowników pochodzących z nowych państw członkowskich.

Wysokie stanowiska kierownicze pozwalają wywierać rzeczywisty wpływ na kierunki polityk UE oraz działań instytucji unijnych i realizowanych przez nie zadań. Niestety liczba polskich obywateli zatrudnionych w instytucjach unijnych na wysokich stanowiskach kierowniczych jest nadal niesatysfakcjonująca, a pula stanowisk przyznanych Polsce przez Komisję Europejską została wykorzystana zaledwie w 50%. Urząd KIE podejmuje wysiłki, aby informacje o prowadzonych konkursach przekazywane były do jak największej liczby potencjalnych kandydatów.

W przypadku złożenia aplikacji na wyżej wymienione stanowiska istnieje możliwość udzielenia przez Rząd Rzeczypospolitej Polskiej poparcia polskim kandydatom w staraniach o uzyskanie pozytywnego wyniku konkursu na stanowisko kierownicze.

Szczegółowe informacje w zakresie naboru na powyższe stanowiska dostępne są na www.ukie.gov.pl, w zakładce „Zatrudnienie w instytucjach UE.”

 

mg


Rynek pracy: Co si

Rynek pracy: Co si

 

W krajach członkowskich Unii Europejskiej rocznie pracuje legalnie ok. 400 tys. Polaków. Poziom tego zatrudnienia został osiągnięty, mimo restrykcji, jakie stosowane są wobec obywateli polskich.

Nie oznacza to jednak, że właśnie o tę kwotę jest niższe bezrobocie w Polsce. W związku z tym, że w większości przypadków jest to zatrudnienie sezonowe, trwające nie dłużej niż trzy miesiące, można podać szacunkowo (uwzględniając proporcje między zatrudnieniem sezonowym i stałym), że w wyniku podejmowania przez obywateli polskich pracy za granicą, liczba zarejestrowanych bezrobotnych jest niższa o ok. 150 tys. osób.

Po wstąpieniu Polski do UE, mimo okresu przejściowego (formuła 2+3+2) w zakresie swobodnego przepływu pracowników, możliwości zatrudnienia w krajach członkowskich znacząco się zwiększyły. Należy oczekiwać stopniowego otwierania się rynków pracy państw członkowskich, łącznie z jego pełnym otwarciem, jak dzieje się już w przypadku Irlandii, Szwecji i Wielkiej Brytanii.

Pełne otwarcie, nawet w przypadku państw, które najostrzej występowały o okres przejściowy (Niemcy i Austria) powinno nastąpić najpóźniej po dwóch do pięciu lat obowiązywania okresu przejściowego. Z dniem akcesji otworzyły się również rynki pracy państw, które wraz z nami weszły do UE.

Nie należy jednak spodziewać się, że w wyniku członkostwa Polski w Unii Europejskiej liczba pracowników polskich poszukujących zatrudnienia za granicą znacząco wzrośnie. Możemy mieć do czynienia ze zwiększeniem migracji maksymalnie o ok. 100 tys. osób rocznie. Wpłynie na to głównie malejący potencjał migracyjny (liczba faktycznych emigrantów, czyli osób, które są zdolne do podjęcia zatrudnienia za granicą, będzie się zmniejszać). Przez kilkanaście lat po akcesji Polska będzie notowała ujemne saldo migracji z krajami członkowskimi UE, co oznacza, że w pewnym zakresie będzie poprawiała swoją sytuację na rynku pracy poprzez zatrudnienie obywateli polskich poza granicami kraju.

Skala zatrudnienia obywateli polskich w Unii Europejskiej (oraz w Norwegii i Islandii, należących do Europejskiego Obszaru Gospodarczego) pozwala wysnuć wniosek, że polski rynek pracy odnosi korzyści ze stopniowego otwierania się rynków pracy państw członkowskich.

Modyfikowane są również opinie, wygłaszane w czasie negocjacji o członkostwo Polski w Unii Europejskiej, dotyczące „zalewu” unijnego rynku pracy przez pracowników z państw kandydujących. Migracje zatrudnieniowe nie rozwiązują, choć niewątpliwie łagodzą trudną sytuację w niektórych regionach kraju (szczególnie w tych, gdzie istnieją duże tradycje migracyjne – woj. podlaskie, dolnośląskie czy opolskie). W niektórych przypadkach dochody otrzymywane z zagranicy pozwalają zrealizować inwestycje gospodarstw domowych oraz poprawić jakość życia. Przyczyniają się również do aktywizacji lokalnych rynków pracy.

Zapotrzebowanie na pracę imigrantów w Unii Europejskiej wyznaczone jest przez sytuację demograficzną oraz zmiany na rynkach pracy krajów UE. Wynika z tego, że w przypadku nie wejścia Polski do UE, polscy pracownicy nadal znajdowaliby zatrudnienie w krajach członkowskich. W przypadku pozostania Polski poza obszarem swobodnego przepływu pracowników, sytuacja polskich pracowników uległaby jednak pogorszeniu w stosunku do obywateli państw, które weszłyby do Unii Europejskiej. Następowałoby stałe wypieranie pracowników polskich oraz zrównanie ich praw z obywatelami państw trzecich. Pracownicy polscy wykonywaliby prace najniżej płatne i o najniższym statusie społecznym. Niemożliwy byłby awans społeczny i przesunięcie zatrudnienia polskich pracowników do pierwszego, bardziej atrakcyjnego segmentu rynku pracy (zatrudnienie znajdują w nim pracownicy o wysokich kwalifikacjach, otrzymujący wyższe wynagrodzenie). Można byłoby się również spodziewać powtórzenia sytuacji z końca lat 80, czyli sukcesywnego odpływu najlepiej wykształconej kadry.

Doświadczenie innych państw członkowskich uczy, że w wyniku akcesji do UE sytuacja na rynku pracy takich państw jak Hiszpania Portugalia, Irlandia i Grecja uległa poprawie.

Przepisy unijne nie ingerują w systemy ubezpieczeń społecznych poszczególnych państw UE, ale podlegają systemowi ubezpieczeniowemu danego kraju. Zasady otrzymywania świadczeń emerytalnych za legalną pracę za granicą określają umowy dwustronne z poszczególnymi krajami.

Roman Gutkowski 20.09.2005



 

mg


Emerytury i renty

Emerytury i renty

 

Unia Europejska nie wprowadziła jednolitego systemu emerytur, rent i świadczeń socjalnych. Uregulowanie tych kwestii pozostawiono w rękach państw członkowskich. System socjalny obowiązujący w danym kraju UE zależy wyłącznie od jego wewnętrznych regulacji.

Bruksela nie ustala też odgórnie płac minimalnych czy też minimum socjalnego. Kraje członkowskie zachowują prawo do tworzenia własnych systemów ubezpieczeń społecznych, określania wysokości składek i świadczeń, warunków ich nabywania oraz określania wieku emerytalnego.

Unia Europejska musiała jednak wprowadzić regulacje umożliwiające korzystanie z prawa do przemieszczania się i osiedlania w dowolnie wybranym kraju członkowskim nie tylko pracownikom, ale i osobom korzystającym z rent i emerytur. Odpowiednie uregulowania umożliwiają też pracownikom i ich członkom ich rodzin – po zakończeniu okresu zatrudnienia – pozostanie w kraju, który nie jest ich ojczyzną. Jest to możliwe dzięki koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego państw Unii.

Koordynacja pozwala na zachowanie różnic między systemami w poszczególnych krajach członkowskich, przy jednoczesnym zagwarantowaniu świadczeń dla osób podejmujących pracę w innych państwach Unii. Często pracownik podejmuje bowiem pracę w innym kraju UE kilka lub nawet kilkanaście razy w ciągu swego zawodowego życia. Koordynacja systemów zabezpieczenia socjalnego oznacza zakaz dyskryminacji ze względu na obywatelstwo – obywatele z innych państw członkowskich mają takie samo prawo do świadczeń wynikających z ubezpieczenia społecznego, jak obywatele kraju, w którym przebywają. Ponadto, zachowane są prawa nabyte – okresy ubezpieczenia, zatrudnienia i zamieszkania w poszczególnych krajach członkowskich są sumowane i brane pod uwagę przy określaniu wysokości emerytury lub renty.

Zasady otrzymywania emerytur w krajach UE:
• opłacane przez pracownika składki oraz dokumentacja dotycząca jego emerytury do czasu osiągnięcia przez niego wieku emerytalnego pozostają w kraju
• każdy kraj, w którym osoba była ubezpieczona co najmniej przez rok, powinien wypłacić emeryturę, kiedy pracownik osiągnie wiek emerytalny
• emerytura jest wypłacana w tym państwie, w którym osoba uprawniona mieszka lub przebywa


(RG, na podst. materiałów informacyjnych UKIE) 20.09.2005




 

mg


Praca w Wielkiej Brytanii

Praca w Wielkiej Brytanii

 

Wielka Brytania jest jednym z najatrakcyjniejszych miejsc pracy dla Polaków. Brytyjskie władze nie skorzystały z okresu przejściowego, ale będą skrupulatnie kontrolować, czy przybysze znad Wisły nie nadużywają zasiłków i pomocy socjalnej.

Rząd stworzył specjalny rejestr, do którego będą muszą wpisywać się pracownicy z Europy Środkowej, którzy zatrudnią się w Wielkiej Brytanii (formularz trzeba wysłać w ciągu miesiąca od podjęcia pracy, pracodawca jest zobowiązany dopilnować, by pracownik faktycznie to zrobił). Wpisanie do rejestru kosztuje 50 funtów. W razie utraty pracy po okresie krótszym niż 12 miesięcy trzeba zarejestrować się ponownie, gdy znajdzie się nowe zatrudnienie. Do rejestru nie muszą wpisywać się osoby na tzw. samozatrudnieniu.

Program Rejestracji Pracowników

Od 1 maja 2004 r. większość obywateli nowych państw członkowskich (z wyjątkiem Cypru i Malty) pracujących w Wielkiej Brytanii objętych jest Programem Rejestracji Pracowników z krajów przystępujących do Unii. Osoby objęte tym programem muszą się zarejestrować, jeśli zamierzają pracować dla pracodawcy w Wielkiej Brytanii przez okres przekraczający jeden miesiąc. Po okresie 12 miesięcy nieprzerwanego legalnego zatrudnienia w Wielkiej Brytanii, dana osoba będzie miała pełne prawo do swobodnego przemieszczania się. Następnie możliwe będzie uzyskanie zezwolenia na pobyt potwierdzającego status tej osoby.

Wniosek o rejestrację w ramach Programu Rejestracji Pracowników należy złożyć natychmiast po podjęciu nowej pracy. Jeżeli dana osoba nie złoży wniosku w
ciągu miesiąca od podjęcia zatrudnienia, zatrudnienie stanie się nielegalne po upływie tego terminu. Zatrudnienie będzie nielegalne do momentu wydania zaświadczenia o rejestracji oraz konieczne może się okazać przerwanie zatrudnienia.

Należy wypełnić formularz wniosku WRS (Program Rejestracji Pracowników), podając nazwisko, adres, datę urodzenia, obywatelstwo oraz szczegółowe dane dotyczące zatrudnienia. W celu uzyskania formularza wniosku lub informacji, można zatelefonować pod
numer: 08705 210 224 lub odwiedzić strony internetowe: www.ind.homeoffice.gov.uk
lub www.workingintheuk.gov.uk

Formularz należy przesłać listem poleconym na adres:
Worker Registration Team
Home Office
Walsall Road
Cannock
WS11 0WS


W przypadku składania wniosku po raz pierwszy, razem z wnioskiem należy przesłać:
pismo od pracodawcy potwierdzające fakt zatrudnienia; dwa zdjęcia paszportowe; paszport lub dowód osobisty; opłatę w wysokości 50 GBP. Płatności można dokonać czekiem banku Wielkiej Brytanii, przekazem pocztowym lub kartą płatniczą lub kredytową. Wpłynięcie płatności na konto może w niektórych przypadkach trwać do 5 dni. Najszybszym sposobem dokonania płatności jest przekaz pocztowy.

Jeżeli wniosek zostanie rozpatrzony pozytywnie, wnioskodawca otrzyma pocztą następujące dokumenty:

Karta rejestracji - zawiera nazwisko wnioskodawcy, datę urodzenia, obywatelstwo, zdjęcie oraz numer identyfikacyjny. Karta rejestracji zachowuje ważność przez cały okres rejestracji w tym programie.

Zaświadczenie o rejestracji - jest to zezwolenie na prace dla pracodawcy wymienionego we wniosku. Kopia zaświadczenia zostanie przesłana pracodawcy. Ważność zaświadczenia wygasa w dniu zakończenia pracy dla danego pracodawcy. Jeżeli dana osoba nie pracuje juz dla danego pracodawcy w chwili wydania zaświadczenia, zaświadczenie jest nieważne.

Paszport lub dowód osobisty - jeżeli decyzja w sprawie wniosku będzie odmowna (np. jeżeli dana osoba nie musi się rejestrować w tym programie), wnioskodawca otrzyma pismo odmowne oraz paszport lub dowód osobisty. Oplata zostanie zwrócona w całości. Kopia pisma odmownego zostanie przesłana pracodawcy.

W przypadku zmiany miejsca pracy, należy złożyć wniosek o zaświadczenie o rejestracji w ramach Programu Rejestracji Pracowników stanowiące pozwolenie na pracę dla nowego pracodawcy. Należy skorzystać z formularza wniosku WRS. Należy podać numer identyfikacyjny znajdujący się na karcie rejestracji oraz przedstawić dane dotyczące nowego pracodawcy. Wtedy zostanie wydane nowe zaświadczenie wskazujące nowego pracodawcę. Kopia zaświadczenia zostanie przesłana do nowego pracodawcy. Należy zachować nowe zaświadczenie wraz z pierwszym zaświadczeniem i kartą rejestracji ze zdjęciem. Opłata pobierana jest jedynie przy pierwszym wniosku składanym w ramach Programu Rejestracji Pracowników i wydaniu karty rejestracji.

Można pracować jednocześnie w więcej niż jednym miejscu pracy, ale konieczne jest złożenie wniosku o zaświadczenie o rejestracji dla każdego pracodawcy, u którego zatrudniona jest dana osoba. Jeżeli nie występuje przerwa w zatrudnieniu, dana osoba posiada stale zezwolenie na prace w ramach tej samej agencji pośrednictwa pracy, bez względu na miejsce zatrudnienia. Jeżeli nastąpi przerwa w zatrudnieniu trwająca dłużej niż jeden miesiąc, dana osoba będzie musiała złożyć wniosek o zaświadczenie o rejestracji w momencie podjęcia pracy. W razie zgubienia karty rejestracji lub zaświadczenia należy się skontaktować z Zespołem Rejestracji Pracowników.

Po okresie 12 miesięcy nieprzerwanego legalnego zatrudnienia w Wielkiej Brytanii, dana osoba będzie miała pełne prawo do swobodnego przemieszczania się i nie będzie już musiała się rejestrować w Programie Rejestracji Pracowników. Osoba ta będzie mogła uzyskać zezwolenie na pobyt w EOG potwierdzający prawo do zamieszkiwania w Wielkiej Brytanii na mocy prawa Wspólnoty Europejskiej. „Nieprzerwane zatrudnienie” oznacza, ze dana osoba nie może pozostawać bez pracy przez okres dłuższy niż suma 30 dni w ciągu 12 miesięcy. W celu wykazania 12 miesięcy nieprzerwanego zatrudnienia konieczne będą zaświadczenia o rejestracji lub inne dowody świadczące o zatrudnieniu.

Zalety rejestracji

Rejestracja natychmiast po podjęciu pracy leży w interesie pracownika. Umożliwi to rozpoczęcie naliczania czasu 12 miesięcy nieprzerwanego zatrudnienia oraz ułatwi danej osobie uzyskanie pełnego prawa do swobodnego przemieszczania po upływie 12 miesięcy.
Pracodawca nie będzie mieć prawa do zatrudniania danej osoby przez okres dłuższy niż jeden miesiąc, jeżeli w tym czasie pracownik nie złoży wniosku o rejestrację.

Oprócz podatku i ubezpieczenia społecznego, pracodawcy mogą odejmować od wynagrodzenia jedynie sumy na zakwaterowanie i transport. Suma, którą pracodawca może pobrać za zakwaterowanie jest prawnie ograniczona. Pracodawca może poprosić pracownika o podpisanie osobnej zgody na odjęcie tych sum od wynagrodzenia. Jeżeli dana osoba nie miała wyboru co do miejsca zakwaterowania lub rodzaju świadczonych usług mieszkaniowych, odjecie sumy od wynagrodzenia może być nielegalne. Przed podpisaniem zgody, należy zasięgnąć rady Biura Porad Obywatelskich (Citizens Advice Bureau) lub skorzystać z infolinii do spraw minimalnego wynagrodzenia.

Większość osób zatrudnionych w Wielkiej Brytanii ma prawo do uzyskania wynagrodzenia przynajmniej w wysokości krajowej płacy minimalnej. W większości miejsc pracy w Wielkiej Brytanii obowiązują prawne ograniczenia dotyczące średniego czasu pracy, przerw na odpoczynek oraz płatnych urlopów. Należy się upewnić, czy dane miejsce pracy jest objęte tymi ograniczeniami oraz dopilnować, aby pracodawca stosował się do obowiązujących przepisów. Od 1 września 2004 roku minimalne stawki wzrosły do 4,10 funta na godzinę dla pracowników w wieku od 18 do 21 lat i 4,85 funta na godzinę dla osób powyżej 22 roku życia.

Jeśli ktoś pracuje legalnie w Wielkiej Brytanii, członkowie jego rodziny będą mieli prawo do przebywania w Wielkiej Brytanii razem z nim. Określenie „członek rodziny” oznacza współmałżonka lub dzieci poniżej 21 roku życia, które będą mieć dostęp do rynku pracy lub też osoby pozostające na utrzymaniu oraz krewnych wstępnych (np. rodziców lub dziadków) pracownika lub jego współmałżonka, którzy nie otrzymają automatycznie dostępu do brytyjskiego rynku pracy. Członkowie rodziny, którzy są obywatelami krajów objętych obowiązkiem wizowym będą musieli ubiegać się o pozwolenie dla rodzin obywateli Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Studenci podlegający kontroli imigracyjnej mają prawo pracować do 20 godzin tygodniowo, aby dorobić sobie do studiów. Obywatele Europejskiego Obszaru Gospodarczego nie podlegają takim ograniczeniom. Po 1 maja każdy obywatel polski będzie mógł przyjechać do Wielkiej Brytanii na studia. Wielka Brytania rozważa jednak możliwość nałożenia na polskich studentów chcących pracować więcej niż 20 godzin tygodniowo, obowiązku rejestracji.

Gdzie szukać pracy?

Pracy można szukać w Internecie, w prasie, na tablicach ogłoszeń, w witrynach sklepów i restauracji, w biurach pośrednictwa pracy, itd. Lokalna prasa zamieszcza ogłoszenia o pracy, np. Echo w Południowej Walii (w każdą środę) lub bezpłatna Friday-Ad. W Londynie warto sprawdzić polską prasę (Dziennik Polski, Goniec, itp.) jak również angielskojęzyczne gazety.
Restauracje i sklepy często zamieszczają oferty pracy w witrynach lub drzwiach wejściowych. Większość supermarketów posiada bezpłatne tablice ogłoszeń dla klientów, gdzie można czasem znaleźć oferty pracy, kupna i sprzedaży i nieodpłatnie zamieścić własne ogłoszenie. Również niektóre szkoły językowe posiadają tablice ogłoszeniowe.

Jedną z najsłynniejszych tablic ogłoszeniowych jest tzw. Ściana Płaczu w Londynie w okolicach stacji metra Hammersmith. Są tam oferty pracy i mieszkania, ale należy z niej korzystać naprawdę w ostateczności, ponieważ często umieszczają tam swoje ogłoszenia ludzie nieuczciwi i niebezpieczni.

Państwowy serwis www.JobCentrePlus.gov.uk to doskonała strona, na której można wyszukiwać oferty pracy dostępne w całej Wielkiej Brytanii (od Walii po Szkocję). Można również wybrać interesujący nas zawód i system wskaże nam wszystkie dostępne oferty w pobliżu miejsca zamieszkania. Polecamy stronę
www.ukwebstart.com/employment.html gdzie można znaleźć spis niemal wszystkich prywatnych biur pracy dla każdego miasta w Wielkiej Brytanii. Biura pracy pogrupowane są zarówno według miast, jak również i zawodów.

Inne przydatne adresy:

www.dwp.gov.uk (Ministerstwo Pracy)
www.jobs.ac.uk
www.londonjob.net
www.jobsinwales.com
http://europa.eu.int/eures
www.Fish4Jobs.co.uk
www.Jobs.co.uk
www.Reed.co.uk
www.s1jobs.com
www.capitalcareers.ltd.uk
www.OrionPeoplePlus.com
www.AniasPoland.com/work.html


Pośrednictwo pracy

Pomocy w znalezieniu zatrudnienia udzielić może najbliższa agencja pośrednictwa pracy o nazwie „Jobcentre” lub „Jobcentre Plus”. Job Centre to odpowiednik polskiego urzędu pracy, ale tu nie stoi się w kolejce po zasiłek, tylko w komputerach przegląda oferty pracy. Wybieramy na reagującym na dotyk ekranie typ pracy, rejon, w jakich godzinach itd. Każdą ofertę można wydrukować. Z drukiem idziemy do urzędnika, który przy nas dzwoni do pracodawcy i dowiaduje się o szczegóły. Można też zadzwonić samemu (telefony w Job Center są darmowe).

Możliwe jest także znalezienie zatrudnienia za pośrednictwem agencji prac dorywczych. Agencje te zapewniają pracowników dla innych firm. Agencja zatrudnia pracownika, wypłaca wynagrodzenie i może zapewniać zakwaterowanie i transport. Praca jest jednak wykonywana na rzeczy innej firmy i firma ta decyduje o tym, w jaki sposób praca jest wykonywana. Osoby zatrudnione w agencji otrzymują wynagrodzenie od agencji i agencja ta odejmuje od wynagrodzenia podatek i składki ubezpieczenia społecznego. Większość agencji wymaga referencji od poprzednich pracodawców.

W Wielkiej Brytanii nie wolno pobierać opłat od poszukujących pracy za jej znalezienie. Jednakże są przypadki, kiedy agencje pobierają opłaty za szkolenie, koszty administracyjne lub badania lekarskie. Zwykle powyższe opłaty powinny być uiszczane przez pracodawcę będącego klientem agencji. W przypadku wątpliwości należy skontaktować się z lokalnym urzędem pracy. Agencje rekrutacyjne stanowią istotne źródło ofert pracy w Wielkiej Brytanii w większości miast. Agencji tych należy szukać pod hasłem Employment Agencies lub Personnel Consultants w książkach telefonicznych lub wyszukiwarkach Yellow Pages.

Uwaga na oszustów!

Polacy chętni do pracy w Wielkiej Brytanii często padają ofiarami nieuczciwych pośredników. Wielu Polaków zapłaciło za znalezienie pracy, a na miejscu okazało się, że obiecanego zajęcia nie ma. Oszuści wykorzystują trudną sytuację na rynku pracy i fakt, że Wielka Brytania otworzyła się od 1 maja na pracowników z Polski. Od momentu wejścia Polski do UE liczba wyjeżdżających do Wielkiej Brytanii wzrosła o 15 proc. Część przyjeżdżających nie zdaje sobie sprawy z realiów Londynu. Lampka ostrzegawcza powinna im się zapalić w głowie już wtedy, gdy ktoś chce od nich pieniędzy za znalezienie posady. To niezgodne z brytyjskim prawem Często pośrednicy informują klientów, iż wszystkie formalności załatwi za nich polska ambasada na miejscu.

Jak rozpoznać nieuczciwego pośrednika? Nie dajmy się nabrać na oferty typu „praca sezonowa, siedem funtów za godzinę, wyżywienie i zakwaterowanie zapewnia pracodawca”.
Rzetelnego pośrednika można poznać po kilku cechach, m.in. zarejestrowaniu w resorcie pracy; tym, że jeśli pobiera pieniądze, to tylko za faktyczne wydatki poniesione przy organizacji wyjazdu; ma pojęcie na temat prawa pracy w danym kraju. Warto też zajrzeć do rejestru agencji, które mają odpowiednie certyfikaty. Rejestry są na stronach internetowych urzędów pracy (www.praca.gov.pl). Tylko agencje zarejestrowane mogą pośredniczyć w poszukiwaniu zajęcia. Na londyńskim dworcu Victoria koczują bezdomni Polacy. Często padają ofiarami polskiej mafii, która zabiera im pieniądze i paszporty, obiecując załatwienie pracy. Ambasada brytyjska prosi o zgłaszanie jej przypadków oszustw. Gorąca linia Ambasady Wielkiej Brytanii w Polsce: 0-800 133 229.

Poszukiwani pracownicy

Według rządu na brytyjskim rynku jest 550 tys. miejsc pracy, których nikt nie chce zapełnić. Brytyjscy pracodawcy i agencje pośrednictwa wskazują m.in. na przemysł restauracyjny, hotelarski, informatyków, nauczycieli, lekarzy, pielęgniarki, dentystów, specjalistów od zarządzania i logistyki, ale również wykwalifikowanych budowlańców, hydraulików i kucharzy. Poszukiwane są opiekunki do osób starszych, mechanicy samochodowi, pracownicy różnych zawodów przemysłowych, a nawet pracownicy administracyjni, z dobrą znajomością obsługi komputera i języka.

Kilka tysięcy polskich kierowców chcą zatrudnić brytyjskie firmy komunikacyjne. Wymagania: co najmniej półroczne doświadczenie zawodowe, prawo jazdy na autobus oraz gotowość do nauki w ekspresowym tempie języka angielskiego i przyswajania nowych umiejętności. Brytyjska Konfederacja Transportu Publicznego szacuje, że Wielka Brytania potrzebuje ok. 32,5 tys. kierowców. Szukają też mechaników, a w przyszłości kolejarzy.

Rady dla poszukujących pracy

• Podstawowym problemem dla Polaków ciągle pozostaje niewystarczająca znajomość języka angielskiego, gdyż dobre chęci i znajomość fachu to nie wszystko - trzeba się jeszcze umieć porozumieć z ewentualnym pracodawcą. Polacy, którzy już pracują lub pracowali w UK zwykli twierdzić, że jeśli Ci się wydaję, że mówisz po angielsku dobrze, to mówisz trochę, a jeśli Ci się wydaje, że mówisz trochę, to nie mówisz nic. Jest w tym wiele prawdy, ponieważ niektóre lokalne akcenty języka angielskiego (szczególnie w rejonach Szkocji i Walii) mogą być niezrozumiałe nawet dla rodowitych Brytyjczyków!

• Warto rozejrzeć się za pracą nie tylko w Londynie, lecz także dalej od stolicy, np. w Szkocji. Szkoci chcą przyciągnąć imigrantów, by przeciwdziałać spadkowi liczby mieszkańców. Lokalny rząd stworzył plan, który ma zachęcić imigrantów do osiedlania się w Edynburgu i innych szkockich miastach. Powstanie placówka, która będzie udzielać praktycznych porad zainteresowanym przenosinami. Szkoci liczą na to, że urzędnicy prowadzący rejestr pracowników w Londynie będą współpracować z nimi i kierować część pracowników na północ. Ostatnią dużą falę imigrantów w Szkocji stanowili po wojnie Polacy i Ukraińcy. Szkoci mają nadzieję, że przyjęcie nowych państw do UE częściowo rozwiąże ich problemy demograficzne.

• Absolutnie odradzamy wyjazd w ciemno. Podstawowym problemem jest bowiem znalezienie mieszkania, co może zająć kilka dni. Koszty mieszkania są dość wysokie i mogą one pochłonąć ponad połowę miesięcznych zarobków. Na przykład, przeciętny koszt wynajęcia kawalerki w Manchesterze wynosi 250 funtów, w Edynburgu – 300 funtów, a w Londynie – 500 funtów; dwupokojowego mieszkania w Manchesterze - 450 funtów, w Edynburgu - 600 funtów, a w Londynie 800 funtów. Wysokość czynszu zależy od wielu czynników: lokalizacji, miasta, wielkości mieszkania, standardu wyposażenia, itd. Najtańsze są pokoje wynajmowane w większym domu dzielonym z innymi lokatorami. W Londynie ceny są najwyższe, ale wszystko zależy od lokalizacji (im bliżej centrum tym drożej).

• Ceny żywności też są raczej wysokie, co powoduje, że przy zwykłych pracach fizycznych nie można szybko się dorobić. Pracownicy wykwalifikowani mogą liczyć na wyższe stawki godzinowe, ale bardzo rzadko będzie to więcej niż 1500 funtów miesięcznie, szczególnie w początkowej fazie kariery. Dochody osób bardzo wysoko kwalifikowanych mogą być nawet wyższe niż 2000 funtów miesięcznie.

• W większości przypadków wynagrodzenie wypłacane jest tylko na konto bankowe. Dlatego tak ważne jest posiadanie własnego konta. Przestrzegamy przed korzystaniem z konta kolegi czy znajomego - chyba, że jest to naprawdę bardzo dobry znajomy. W Internecie można znaleźć mnóstwo opisów ludzi wykorzystanych przez znajomych Polaków.

• Wynajem pokoju, mieszkania lub domu, wiąże się z zapłatą kaucji (tzw. bond). Zazwyczaj jest to kwota rzędu miesięcznego czynszu. Należy zatem dysponować gotówką w wysokości co najmniej dwukrotnego czynszu, aby można było wynająć kąt dla siebie.

• Zanim podejmiesz pracę upewnij się, że:
- masz paszport
- masz kopię umowy lub zasady i warunki zatrudnienia i je rozumiesz
- znasz sposób i czas wypłaty wynagrodzenia
- wiesz, jakie są ustalenia dotyczące podróży i kto będzie płacić za podróż
- masz zarezerwowane mieszkanie niedaleko miejsca pracy
- masz odpowiedni formularz „E” na służbę zdrowia lub wziąłeś dowód wykupienia osobistego ubezpieczenia medycznego
- masz wystarczająco dużo pieniędzy, które muszą wystarczyć do pierwszej wypłaty lub na powrót do domu, jeśli to będzie konieczne.

• Poza tym dobrze jest:
- znaleźć w Polsce kogoś, kto poświadczy twoje referencje potencjalnemu pracodawcy w Wielkiej Brytanii
- wykupić ubezpieczenie na czas podróży, które pokryje utratę bagażu, wypadki oraz odpowiedzialność cywilną
- udać się do urzędu pracy i dowiedzieć się, jakie zasady obowiązują w Wielkiej Brytanii w momencie poszukiwania tam pracy
- nauczyć się angielskiego, żeby podnieść kwalifikacje.


Roman Gutkowski
20.09.2005




 

mg


Potopu nie będzie

Potopu nie będzie

 

W trzech krajach Unii Europejskiej, które otworzyły swoje granice dla pracowników z nowych państw UE pół roku po rozszerzeniu zarejestrowano nieco ponad 65,6 tys. pracowników z Polski. Najwięcej z nich - około 50 tys. - w Wielkiej Brytanii, 14 tys. w Irlandii i blisko 1,6 tys. w Szwecji.

Dane te przedstawiono na Zamku Ujazdowskim w Warszawie w czasie konferencji "Konsekwencje rozszerzenia Unii Europejskiej dla rynków pracy i migracji w Europie. Ewaluacja pierwszego półrocza", zorganizowanej przez Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Większość Polaków trafiała do regionów wiejskich i małych miasteczek. Byli zatrudniani w przemyśle, na budowie, w gastronomii, w gospodarstwach; kobiety znajdowały pracę jako pomoce domowe i opiekunki. Nie potwierdziły się obawy przed masowym napływem pracowników z nowych państw UE.

W najbliższych latach można się spodziewać wyjazdu do innych krajów UE polskich anestezjologów, psychiatrów, okulistów, lekarzy rodzinnych,ortopedów, radiologów, geriatrów i pielegniarek - te specjalności będą potrzebne ze względu na starzenie się tamtejszych społeczeństw. Europa Zachodnia może potrzebować od 60 do 100 tys. lekarzy, w tym Niemcy - od 15 do 27 tys.

Tymczasem w Polsce liczba praktykujących lekarzy na 100 tys. mieszkańców należy do najniższych w Europie i wynosi 224. Podobna sytuacja jest z pielęgniarkami. Od czasu wejścia Polski do UE izby lekarskie wydały prawie tysiąc zaświadczeń o równoważności kwalifikacji polskich lekarzy z kwalifikacjami, wymaganymi w UE. Wykształcenie lekarza kosztuje w Polsce około 200 tys. zł.

RG
20.09.2005



 

mg


  [1] [2] [3] >> 
Reklama