
Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso wezwał nowy węgierski rząd do przyspieszenia konsolidacji finansów publicznych. Barroso podkreślił, że takich działań oczekuje nie Bruksela, lecz rynki finansowe.
Podczas spotkania z nowo wybranych premierem Viktorem Orbanem z prawicowo-konserwatywnej partii Fidesz w ubiegłym tygodniu w Brukseli, Barroso nalegał na nowego przywódcę Węgier, by w najbliższych miesiącach przyspieszył proces konsolidacji finansów publicznych.
Orban obiecał przedstawić pierwszy plan działań gospodarczych w ciągu kolejnych 72 godzin.
Barroso podkreślił, że to nie Bruksela, lecz same rynki finansowe domagają się utrzymania dyscypliny podatkowej. Zdaniem przewodniczącego komisja nie wydaje poszczególnym krajom rozkazów, a konsolidacja leży w interesie wszystkich państw, ponieważ „rynki ukarają kroki w innym kierunku”.
Przewodniczący komisji z zadowoleniem powitał reformę strukturalną zaproponowaną przez premiera Węgier. Orbán podkreślił, że rząd przeprowadzi reformy strukturalne, aby dzięki temu zwiększyć transparentność i zwalczać korupcję,
Nowy premier Węgier zapewnił Barroso, że Węgry w ciągu najbliższej kadencji zmniejszą deficyt budżetowy. Obiecał zająć się kwestią zadłużenia kraju i zwiększenia konkurencyjności węgierskiej gospodarki.
Mimo iż dziennikarze węgierscy i słowaccy domagają się reakcji instytucji europejskich na tarcia między krajami, które wzmogły się po wprowadzeniu przez Węgry ustawy o podwójnym obywatelstwie dla „etnicznych Węgrów”, Barroso nie chciał mieszać sie w tę kwestię.
Orban stwierdził, że Słowacja pozostaje jedynym krajem sąsiedzkim, który nie zgadza się z węgierską polityką. „Węgry mają siedmiu sąsiadów. Z sześcioma z nich udało nam się ułożyć dobre stosunki. Mam nadzieje, ze to samo uda nam się z ostatnim z nich", powiedział premier Węgier.
Więcej na stronie EurActiv.pl (http://www.euractiv.pl/gospodarka/artykul/barroso-wgry-musza-przyspieszy-tempo-konsolidacji-finansow-publicznych-001892)
Wegry.tel (www.wegry.tel)
31.5.2010
- Cała polityka Rosji wobec Zachodu, ekonomicznie uzależnianie Unii Europejskiej ma jeden cel: utworzenie za 10-20 lat bloku antychińskiego. Rosjanie wiedzą, że nie mają co liczyć na żołnierzy niemieckich czy francuskich nad Ussuri, ale mają nadzieje na zachodnie technologie i pieniądze. Chińczyków mogą bowiem pokonać nie masą, lecz bardzo zaawansowaną techniką, a ta kosztuje. Muszą ją więc przejąć od Europy Zachodniej - twierdził prof. Paweł Wieczorkiewicz.
* Poniższa rozmowa ze zmarłym niedawno profesorem P. Wieczorkiewiczem jest fragmentem książki „Historia ruszyła z kopyta”, Wydawnictwo Zysk i S-ka (http://www.zysk.com.pl/catalog/product_info.php?products_id=2283), zawierającej wywiady z czołowymi bohaterami wydarzeń ostatniego dwudziestolecia i jego komentatorami. Oprócz wywiadów zawiera także opis przygód związanych z dotarciem do rozmówców lub zapis redakcyjnych anegdot, odsłania więc „dziennikarską kuchnię”, pokazując, że gdzie nie pomoże wytrwałość, czasem przyda się fortel.
Rozmowa z prof. PAWŁEM WIECZORKIEWICZEM, historykiem
- Francis Fukuyama dość szybko dostał odpowiedź na swoje słynne pytanie o koniec historii.
- Historia ma to do siebie, że toczy się w różnym tempie. Są całe epoki, jak choćby przełom XIX w. (od wojny francusko-pruskiej 1870 roku, do rosyjsko-japońskiej w 1904), kiedy niewiele się pozornie działo, a świat żył spokojnie, w zwolnionym tempie. Taki okres mieliśmy także po 1956 roku. Wszystko wydawało się ustalone, i rzeczywiście można by odnieść wrażenie, że historia się już kończy.
Ale w pewnym momencie, na wskutek nagromadzania się wewnętrznych sprzeczności, wyrwała się z letargu. Fukuyama, w moim pojęciu szarlatan naukowy, nie docenił czynnika, który zlekceważyli kiedyś Marks i Engels, uważając, że sprawy gospodarcze rozwiążą wszystkie problemy. Idzie o szeroko rozumianą sferę duchową, a ściślej – ideologię i przede wszystkim kwestię narodową. Dlaczego rozpadł się Związek Sowiecki? Przyczyny ekonomiczne były co najmniej równoważne z wewnętrznymi: narodowościowymi czy nawet etycznymi i moralnymi (głasnost’ !). W dużej mierze zaważył też fakt, że system sowiecki oparto na kłamstwie.
Są to imponderabilia, których nie można wziąć modelowo pod uwagę w matematyczno-ekonomicznym spojrzeniu. Obraz budowany przez pryzmat gospodarki zawsze będzie kaleki i nie rokujący na nadziei rozpoznanie przyszłości.
- Jaki sens ma w ogóle przewidywanie przyszłości? Prof. J.M. Bocheński przestrzegał, że „prognozowanie jest dziś zajęciem bardzo ryzykownym”, bo warunki zmieniają się coraz szybciej.
- Życie społeczeństw, narodów, czy państw kieruje się jednak pewnymi prawidłowościami. Historia i bieżąca polityka porusza się według ogólnych zasad i mechanizmów. Rozpoznając te mechanizmy, możemy próbować dopasowywać je do nowych sytuacji, które zawsze zawierają jakieś znane nam przeszłe elementy. Współczesny kryzys ekonomiczny był do przewidzenia, bo miał bardzo podobne przesłanki jak wielki kryzys lat 20. - ogromna ilość papierowego pieniądza, życie na kredyt.
Podobnie, stałym wyznacznikiem są założenia geopolityczne. Takie państwo jak nasze, położone między Niemcami a Rosją, musi wyciągać z tego wnioski. Zbliżenie niemiecko-rosyjskie jest śmiertelnie groźne dla Polski. Powoduje sytuację żaren młyńskich, które zaczynają się kręcić w przeciwnym kierunku i są w stanie zmiażdżyć wszystko, co stanowi przegrodę. A tą przegrodą, zwłaszcza dla Rosji, jest Polska. Tak było od kilkuset lat, tak jest i będzie. Istnieje imperializm rosyjski wynikający z charakteru tego państwa – geograficznego i historycznego. Ten imperializm i ekspansjonizm jest kierowany w stronę Europy Zachodniej. Po drodze do Berlina, do Paryża jest jednak Warszawa. Trzeba sobie zdawać sobie sprawę z tego, że ekspansja rosyjska jest faktem i należy nie tyle się jej obawiać, co się z nią liczyć. Jest to niewątpliwie jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla Polski.
Sytuację tę powodują nie tylko czynniki geopolityczne, ale także demograficzne – Stany Zjednoczone stają się coraz bardziej krajem latynosko-czarnym. Cała tradycja WASP-ów, białych, anglo-saksońskich protestantów, odchodzi w przeszłość. Owszem, są pewne tendencje odwracalne. Mądra, świadoma polityka i wielkie wysiłki potrafią takie trendy co najmniej przyhamować. Dzięki polityce socjalnej można przykładowo spowodować większą dzietność. Ale jeżeli nic się nie zmieni, za kilkanaście lat będziemy mieli do czynienia albo z podziałem Francji na islamską na południu i chrześcijańską na północy, albo wręcz powstanie Islamska Republika Francji. A potem, w perspektywie, Turecka Republika Niemiec.
- Ale skoro mówimy o zagrożeniu ze strony islamu, to naszym naturalnym sojusznikiem byłaby Rosja.
- Już w latach 60. sowieccy politycy wyrażali śmiertelną obawę, ale … przed Chinami. Oni się Chin boją od dobrych kilkudziesięciu lat, i mają czego. Osią XXI wieku, za jakieś 20-30 lat, będzie konflikt rosyjsko-chiński. W przeciwieństwie do krótkoterminowych polityk państw demokratycznych, Rosja może - przy dożywotnich rządach Putina - pozwolić sobie na politykę w perspektywie 20 lat. A Chiny jeszcze dłuższą. Konflikt jest nieuchronny. Pusta, mówiąc umownie, Syberia i przeludnione Chiny - tego stanu nie da się utrzymać przez następne 50 czy 100 lat. Rosjanie będą musieli oddać Kraj Zaamurski, który zrabowali Chińczykom w XIX w. na zasadzie podboju kolonialnego. A Rosja bez Kraju Zaamurskiego, a potem bez Syberii, stanie się Wielkim Księstwem Moskiewskim. Rosjanie będą się więc starali za wszelką cenę temu przeciwdziałać. Cała polityka Rosji wobec Zachodu, ekonomicznie uzależnianie Unii Europejskiej ma jeden cel: utworzenie za 10-20 lat bloku antychińskiego. Rosjanie wiedzą, że nie mają co liczyć na żołnierzy niemieckich czy francuskich nad Ussuri, ale mają nadzieje na zachodnie technologie i pieniądze. Chińczyków mogą bowiem pokonać nie masą, lecz bardzo zaawansowaną techniką, a ta kosztuje. Muszą je więc przejąć od Europy Zachodniej. Nie od Stanów Zjednoczonych, bo te będą prawdopodobnie prowadziły grę jako trzeci partner. Rywalizacja chińsko-rosyjska będzie dla Waszyngtonu wygodna.
- W takim razie niekoniecznie muszą się „interesować” Polską i kierunkiem zachodnim, skoro mają zagrożenie ze Wschodu.
- Ale najpierw muszą „uporządkować” sprawy na Zachodzie, by przy jego pomocy okiełznać Chiny. A Polska im w tym planie bruździ. Polska jest tym niepokornym, niewygodnym krajem, zbyt dobrze ich znającym.
- Są w stanie sobie podporządkować Zachód?
- Niestety, tak. Spójrzmy na konsekwencje wojny gruzińsko-rosyjskiej, jak się Unia zachowała. Co zresztą rozumiemy pod pojęciem „podporządkować Zachód”? Uzależnić ekonomicznie poprzez dostawę surowców energetycznych, przejąć część bankowości i korporacji, zwłaszcza o wymiarze strategicznym. Dzięki temu będą mieli technologie, będą mogli drenować pieniądze. A na Zachodzie niech sobie ludzie według swoich standardów żyją, cieszą, bawią się. Rosjanie już się chyba nauczyli, że nie trzeba wprowadzać czołgów. Stalin mawiał, że władza sowiecka sięga dotąd, dokąd dopełzną sowieckie czołgi i obejmie te ziemie, które zdepczą buty sowieckiego sołdata. Dziś wystarczy książeczka czekowa rosyjskiego bankowca i rosyjska ropa i gaz. To jest pomysł na podbój ekonomiczny. Pozwoli to też na prowadzenie zupełnie innej gry ze Stanami Zjednoczonymi.
(...)
Rozmawiała Maria Graczyk
Więcej na stronie Eurowybory.pl (http://www.eurowybory.pl/art/id/47)
mg
Jedna trzecia Polaków uważa, że to Unia Europejska może podjąć najskuteczniejsze
działania wobec skutków kryzysu, a tylko co dziesiąty Polak stawia na polski rząd.
Większość Polaków jest zdania, że do przezwyciężenia skutków kryzysu niezbędne jest wsparcie UE dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz dla bezrobotnych i
najuboższych. Takie wyniki przynosi najnowszy sondaż opinii publicznej -
Eurobarometr, podała Komisja Europejska.
"W postrzeganiu Unii Europejskiej przez Polaków nastąpiła fundamentalna zmiana." -
ocenia dyrektor Instytutu Spraw Publicznych, dr Jacek Kucharczyk – "Cieszymy się, że
jesteśmy w środku, ale więcej wymagamy od samej Unii." Zdaniem jednej trzeciej
ankietowanych, to właśnie Unia Europejska może podjąć najskuteczniejsze działania
wobec skutków kryzysu. Na rząd polski i na Grupę G20 liczy tylko co dziesiąty
respondent (po 10%).
Większość Polaków jest zdania, że do przezwyciężenia skutków kryzysu gospodarczego niezbędne jest wsparcie UE dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz dla bezrobotnych i najuboższych.
Co ciekawe, w porównaniu z poprzednim półroczem o 3 punkty procentowe wzrosło w
Polsce poparcie dla Unii Monetarnej. Europejska Unia Monetarna wraz ze wspólną
walutą euro ma poparcie prawie połowy Polaków (47%), a sprzeciwia się jej czterech
na dziesięciu badanych (41%). W porównaniu do badań jesiennych poparcie dla EUM
nieznacznie wzrosło (o 3 punkty procentowe).
Wyniki kolejnej edycji badania Eurobarometr pokazują też, że Polacy są zadowoleni ze
swojego życia, ale jednocześnie czterech na dziesięciu respondentów twierdzi, że ich
gospodarstwo domowe znajduje się w złej sytuacji finansowej, a niemal co trzeci
Polak negatywnie ocenia swoje szanse na rynku pracy.
Eurobarometr ujawnia, że obecnie największym problemem, przed którym, zdaniem
Polaków, stoi nasz kraj jest bezrobocie, a rzadziej, w porównaniu z rokiem ubiegłym,
doskwierają nam wzrost cen oraz kłopoty służby zdrowia.
Poparcie dla członkostwa Polski w Unii Europejskiej spadło w porównaniu do dwóch
ostatnich lat, ale nadal jest wyższe od średniej dla innych krajów UE. "Ten spadek
wynika być może z faktu, że wielu z nas sądziło, że wejście do UE uchroni nas przed
takimi zagrożeniami, jak obecny kryzys gospodarczy." - tłumaczy Jacek Kucharczyk.
Sześciu na dziesięciu Polaków (60%) uważa, że członkostwo naszego kraju w Unii
Europejskiej to dobra rzecz. Odsetek osób twierdzących, że akcesja do UE jest czymś
złym (7%), utrzymuje się na stałym, niskim poziomie od momentu wstąpienia Polski do Wspólnoty. Wzrasta natomiast wśród badanych obojętność wobec Unii – 29% deklaruje, że członkostwo Polski w UE to ani dobra, ani zła rzecz.
W porównaniu do średniej dla krajów należących do Wspólnoty Europejskiej (53%) w
Polsce więcej jest entuzjastów członkostwa w szeregach UE, jednak nadal daleko nam
do najbardziej zadowolonych z członkostwa Luksemburczyków (79%), Holendrów (72%) czy Hiszpanów (71%). Najwięcej przeciwników pozostawania we Wspólnocie jest w Wielkiej Brytanii (32%), na Węgrzech (23%) i Łotwie (23%).
Prawie trzy czwarte Polaków uważa, że nasz kraj skorzystał na członkostwie w UE,
przeciwnego zdania jest tylko14% badanych. Ponad połowa Polaków ma także pozytywne skojarzenia z Unią Europejską, ale poziom zaufania do UE spada w Polsce od dwóch lat. Połowa Polaków (52%) twierdzi, że ufa Unii Europejskiej, natomiast prawie co trzeci badany (31%) jest odmiennego zdania. 17% ma problem z określeniem swojego poziomu zaufania do UE.
Warto w tym miejscu przypomnieć sobie, co Polacy myśleli o UE przed 2004 rokiem. "Do końca nie było jasne, czy Polska skorzysta na wejściu do Unii Europejskiej, czy nie." - przekonuje dyrektor Instytutu Spraw Publicznych, dr Jacek Kucharczyk. – "Po wejściu do UE, po maju 2004 nastąpiło szybkie rozwianie obaw Polaków, związanych z członkostwem."
Można zauważyć znaczący spadek zaufania Polaków do UE w porównaniu do 2007 roku, kiedy jego poziom wynosił 68%. Obecnie odsetek respondentów ufających Wspólnocie Europejskiej jest taki sam jak przed czterema laty, kiedy Polska była nowym krajem w szeregach Unii.
Zaufanie Polaków do Unii przewyższa średnią dla ogółu krajów UE (47%). Największy
odsetek osób ufających Wspólnocie mieszka w Estonii (68%), Rumunii (65%), na
Słowacji (65%) oraz w Bułgarii (63%). Z kolei najbardziej eurosceptycznymi krajami
są Wielka Brytania (59%), Cypr (53%), Austria (49%) oraz Francja (47%).
Unia Europejska niezmiennie oznacza dla Polaków przede wszystkim swobodę
podróżowania oraz podejmowania nauki lub pracy w dowolnym kraju Wspólnoty.
Najlepiej znaną wśród Polaków instytucją europejską jest Parlament Europejski, a
najmniej rozpoznawalny jest Europejski Bank Centralny.
Prawie dziewięciu na dziesięciu Polaków (89%) słyszało kiedyś o Parlamencie
Europejskim (PE), a tylko 10% nigdy nie spotkało się z tą nazwą. Znacząca większość
badanych (84%) zna również Komisję Europejską (KE), podczas gdy 15% nigdy o niej nie słyszało. Wśród Polaków najmniej znany spośród trzech wymienionych w badaniu
instytucji europejskich jest Europejski Bank Centralny (EBC) – 62% kiedyś o nim
słyszało, jednak jedna trzecia badanych (35%) nie wie o jego istnieniu.
Biorąc pod uwagę znajomość i nieznajomość Parlamentu Europejskiego, Polacy nie
odbiegają od średniej dla krajów UE (odpowiednio 89% i 10%).
Połowa Polaków ufa Parlamentowi Europejskiemu (50%) i Komisji Europejskiej (49%),
podczas gdy jedna czwarta badanych nie darzy tych instytucji zaufaniem. Dużo
mniejszym zaufaniem cieszy się Europejski Bank Centralny (38%) i podobnie jak
pozostałym instytucjom nie ufa mu co czwarty (24%) Polak.
Poziom zaufania do instytucji krajowych jest w Polsce bardzo niski: ponad połowa
badanych (54%) nie ufa wymiarowi sprawiedliwości, podczas gdy zaufaniem darzy go
nieco ponad jedna trzecia. Największą nieufność spośród badanych instytucji
wzbudzają partie polityczne (81%) i Sejm, którego nie darzy zaufaniem trzy czwarte
Polaków. Rządowi nie ufa aż 71% respondentów, a jedynie co piąty Polak darzy go
zaufaniem. W porównaniu do średniej unijnej Polacy są jednym z narodów najbardziej
nieufnych wobec instytucji krajowych.
Większość Polaków (76%) jest zadowolona z życia, jakie prowadzi, jedynie 4%
mieszkańców naszego kraju ocenia je skrajnie pesymistycznie, a 17% jest z niego
raczej niezadowolone. Od wiosny 2007 niezmiennie około trzy czwarte Polaków
deklaruje zadowolenie z życia. Podobnie jak w poprzednich latach poziom zadowolenia
Polaków z życia nie odbiega od średniej dla Unii Europejskiej (77%). Najbardziej
zadowoleni z życia są mieszkańcy krajów skandynawskich – Danii (98%), Finlandii
(96%) i Szwecji (96%), a także krajów Beneluksu – Holandii (96%) i Luksemburga
(96%). Najmniej zadowolone z życia narody to Bułgarzy (40%), Grecy (44%), Węgrzy (44%) oraz Rumuni (47%).
Zdaniem dyrektora ISP, opinia publiczna w Polsce się "zeuropeizowała" i wyniki w
Polsce, pokrywają się z wynikami w innych krajach UE, choć w niektórych sprawach te
wyniki znacznie się jednak różnią.
Ponad połowa Polaków (52%) dobrze ocenia swoją sytuację zawodową. Większość Polaków (52%) jest zadowolona z własnej sytuacji zawodowej, – przy czym 9% postrzega swoją sytuację zawodową jako bardzo dobrą, a 43% jako raczej dobrą. Jednocześnie niemal co trzeci Polak (29%) negatywnie ocenia swoje szanse na rynku pracy – 20% raczej źle, a 9% bardzo źle.
Zadowolenie z własnej sytuacji zawodowej Polaków nie odbiega od średniej unijnej
(52%). Jednak wciąż daleko nam do krajów skandynawskich, w których pozytywnie ocenia swoją sytuację zawodową trzy czwarte mieszkańców – w Danii i Finlandii po 75%, a w Szwecji 74%.
mg
All content Copyright © 2010 MG Media. All Rights Reserved.
Wydawca: Maria Graczyk, MG Media; Redaktor Naczelny: Roman Gutkowski