
W roku akademickim 2008/2009 na studia i staże za granicą dotowane przez UE w ramach programu Erasmus wyjechało więcej studentów niż kiedykolwiek wcześniej. Według opublikowanych dzisiaj najnowszych danych stypendia na studia lub staż otrzymało prawie 200 000 studentów wyższych uczelni. W stosunku do poprzedniego roku akademickiego oznacza to ogólny wzrost o 8,7%. Od rozpoczęcia programu w 1987 r. stypendium Erasmusa otrzymało w sumie ponad dwa miliony młodych Europejczyków. Najbardziej – o ponad 50 % w stosunku do ubiegłego roku – wzrosła liczba studentów odbywających staże w przedsiębiorstwach. Oprócz tego w zeszłym roku ponad 36 000 pracowników wyższych uczelni wyjechało za granicę, aby uczyć lub szkolić się w jednym z 31 krajów Europy uczestniczących w programie.
Androulla Vassiliou, komisarz ds. edukacji, kultury, wielojęzyczności i młodzieży, powiedziała: „Coraz więcej młodych Europejczyków korzysta z możliwości nauki za granicą w trakcie studiów. „Pokolenie Erasmusa” potwierdza, że to doświadczenie pomaga w rozwoju naukowym i osobistym, a także ułatwia znalezienie pracy po studiach. W ramach nowej inicjatywy „Młodzież w drodze” (Youth on the Move) chcemy rozszerzyć ten udany europejski projekt, aby każdy młody człowiek miał szansę wziąć w nim udział."
W roku akademickim 2008/2009 do 31 krajów uczestniczących w programie Erasmus (państwa członkowskie UE, Islandia, Liechtenstein, Norwegia i Turcja) wyjechało ogółem 198 600 studentów.
Ta rekordowa liczba odzwierciedla zwiększenie budżetu 2008/2009 na studia, staże i inne działania wspierające mobilność o 12%. Dzięki temu zwiększyła się także wysokość średniego miesięcznego stypendium, jakie otrzymywali studenci ze środków UE: w roku 2008/2009 wynosiło ono 272 euro (wcześniej 255 euro). Tylko dwa kraje – Islandia i Liechtenstein – wysłały w ramach programu mniej studentów niż w poprzednich latach.
Jeśli nie pojawią się dodatkowe źródła finansowania, w kolejnych latach utrzymanie podobnego tempa wzrostu programu będzie trudne ze względu na mniejszy przyrost środków budżetowych.
Studia w ramach programu Erasmus
Stypendia na wyjazd za granicę z programu Erasmus otrzymało 168 200 studentów, czyli o 3,4% więcej niż w zeszłym roku. W kraju docelowym spędzili oni średnio sześć miesięcy. W dwóch krajach (Niemcy i Polska) liczba studentów, którzy skorzystali z możliwości wyjazdu, nie zwiększyła się, a osiem państw odnotowało spadek (Austria, Cypr, Dania, Estonia, Islandia, Irlandia, Liechtenstein i Wielka Brytania). Prawdopodobnie miały na to wpływ takie czynniki, jak większa liczba wyjazdów na staże, konkurencja krajów przyjmujących spoza Europy, rozpoczęcie się kryzysu gospodarczego i niskie stypendia.
Staże w firmach w ramach programu Erasmus
Od 2007 r. program daje studentom możliwość wyjazdu na staż do firm i innych organizacji za granicą. W porównaniu do poprzedniego roku w tej części programu odnotowano ponad 50-procentowy wzrost: w roku 2008/2009 na staż wyjechało 30 400 studentów. Według badania Eurobarometru z 2009 r. główną przyczyną rosnącej popularności studenckich staży w firmach w ramach Erasmusa jest chęć zwiększenia szans na rynku pracy dzięki odbyciu praktyki.
Najwyższa liczba studentów Erasmusa
W ramach programu najwięcej studentów za granicę wysłały: Francja (28 300 osób), Niemcy (27 900) i Hiszpania (27 400). Pod względem odsetka ogólnej liczby studentów najlepiej wypadł Luksemburg (15,5 %), Liechtenstein (3 %), Austria (1,9 %) i Republika Czeska (1,7 %).
Najpopularniejsze były wyjazdy do Hiszpanii (33 200 studentów), Francji (24 600) i Niemiec (22 000).
Mobilność pracowników
W roku akademickim 2008/2009 środki z Erasmusa przeznaczono na ponad 36 000 wymian pracowników wyższych uczelni (wzrost o 13,6 %). Przyznano 28 600 grantów dla nauczycieli na nauczanie za granicą, a w 7 700 przypadkach pracownicy uczelni odbyli szkolenia w firmach lub instytucjach partnerskich.
Kontekst
Obecnie stypendium Erasmusa na pewnym etapie studiów otrzymuje około 4% europejskich studentów. Erasmus jest adresowany nie tylko do studentów i pracowników wyższych uczelni: uczelnie otrzymują też z programu środki na współpracę w ramach sieci, projektów wielostronnych i innych działań. Coraz więcej uwagi poświęca się także współpracy z biznesem i społeczeństwem.
Niezależne badania pokazują, że Erasmus ma duży wpływ na wielu poziomach: uczestnicy programu zdobywają nowe umiejętności, zwiększając swoje szanse na rynku pracy lub (w przypadku pracowników uczelni) możliwości rozwoju zawodowego. Uczelnie przystosowują się do potrzeb zagranicznych gości, wprowadzają nowe metody nauczania i usługi edukacyjne, rozwijają swoje zdolności w zakresie zarządzania, działalność badawczą i współpracę z biznesem.
Zdaniem Komisji, Erasmus może przyczynić się do realizacji unijnej strategii „Europa 2020” na rzecz inteligentnego, trwałego i sprzyjającego włączeniu społecznemu wzrostu gospodarczego, ponieważ umożliwia młodym ludziom zdobycie elastycznych umiejętności niezbędnych w społeczeństwie opartym na wiedzy i konkurencji.
Zródło: Komisja Europejska - The Erasmus programme
22.06.2010
Od chwili jego uruchomienia w 1987 r. program Erasmus pomógł dwóm milionom studentów w odbyciu części studiów lub praktyk zawodowych w innym kraju europejskim. Ponad 180 000 studentów rocznie wyjeżdża za granicę dzięki jego wsparciu.
Trzydziestu jeden studentów (po jednym z każdego kraju uczestniczącego w programie Erasmus) zostało wybranych, aby symbolicznie reprezentować dwumilionowego studenta. Zostali oni przyjęci z honorami na konferencji odbywającej się w dniach 5-6 października w szwedzkim mieście Lund. Podczas tej konferencji, zainteresowane strony dyskutowały nad przyszłością programu Erasmus i omawiali kwestię stworzenia wszystkim młodym ludziom możliwości wyjazdu za granicę w celach edukacyjnych.
W czasie wręczania nagród nowy komisarz europejski ds. edukacji, szkoleń, kultury i młodzieży, Maroš Šefčovič, powiedział: „Erasmus jest sukcesem Europy i z ogromną przyjemnością świętuję dotarcie do kamienia milowego, jakim jest osiągnięcie liczby 2 milionów studentów Erasmusa. Komisja zdecydowanie popiera pogląd, że wyjazd za granicę w celach edukacyjnych powinien stać się raczej regułą niż wyjątkiem dla młodych Europejczyków. Konferencja w Lund ma pomóc w urzeczywistnieniu tego celu.”
Historie 31 wybranych studentów opisane są w publikacji wydanej z okazji konferencji. Historię studentki z Polski można znaleźć tutaj: http://ec.europa.eu/education/erasmus/doc1777_en.htm.
Program Erasmus został uruchomiony w 1987 roku, a dziś ponad 180 000 studentów rocznie wyjeżdża za granicę dzięki jego wsparciu. W połowie 2009 roku łączna liczba studentów, którzy wyjechali za granicę w ramach programu Erasmus, doszła do 2 milionów. Mniej znany jest fakt, że od 1997 r., ponad 200 000 nauczycieli szkół wyższych również bierze udział w programie Erasmus, aby uczyć za granicą. Oprócz tej wymiany, instytucje w całej Europie współpracują również w ramach projektów i sieci finansowanych z programu Erasmus.
Obchody dwumilionowego studenta Erasmusa zbiegły się z konferencją zatytułowaną „Erasmus - rozwój i zielona księga w sprawie transgranicznej mobilności młodzieży”, zorganizowaną w ramach szwedzkiej prezydencji w UE. Dyskusje koncentrują się na ulepszaniu programu Erasmus oraz na środkach zmierzających do tego, by wyjazd za granicę w celach edukacyjnych był regułą raczej niż wyjątkiem dla wszystkich młodych ludzi w Europie. Jest to temat przewodni zielonej księgi w sprawie promowania mobilności edukacyjnej młodych ludzi, opublikowanej przez Komisję Europejską w lipcu 2009 r.
Konsultacje społeczne (w tym kwestionariusz online) w tej sprawie będą otwarte do dnia 15 grudnia 2009 r.
Więcej informacji:
Komisja Europejska: Dwumilionowy student Erasmusa: Trzydziestu jeden studentów z 31 państw opowiada o swoich doświadczeniach z uczestnictwa w programie Erasmus: http://ec.europa.eu/education/erasmus/doc1805_en.htm
mg
Kilkadziesiąt tysięcy miejsc na darmowych kursach językowych zostanie w tym roku sfinansowanych z funduszy UE. Pierwsza tura rekrutacji zaczyna się już 1 września. Zapisy prowadzą renomowane szkoły językowe w całej Polsce. Trzeba się spieszyć, bo w zeszłym roku wolne miejsca rozeszły się w kilka godzin.
Unia finansuje kursy dla pracowników zatrudnionych na etat w małych i średnich przedsiębiorstw i pracujących w ramach samozatrudnienia.
Źródło: Gazeta Wyborcza
mg
Do połowy tego roku w unijnym programie Erasmus wzięło udział ponad 2 mln studentów - podał portal EurActiv.pl, powołując się na biuro prasowe Komisji Europejskiej.
Z danych tych wynika także, że w ramach tego programu w roku akademickim 2007-2008 za granicą uczyło się ponad 162 tys. studentów, a 27 tys. nauczycieli akademickich prowadziło zajęcia na zagranicznych uczelniach.
Dzięki Erasmusowi – programowi na rzecz mobilności i współpracy w szkolnictwie wyższym – w roku akademickim 2007-2008, 20 tys. studentów odbyło staż zawodowy w firmach lub organizacjach za granicą, a prawie 5 tys. pracowników uczelni odbyło tam szkolenia.
Liczba stypendystów studiujących lub odbywających staż zawodowy za granicą wzrosła o 5,2 proc. w porównaniu z rokiem 2006/2007, a liczba wyjazdów stypendialnych na studia - o 2,1 proc.
„Jako że od momentu jego ustanowienia w 1987 r. program ten umożliwił 2 mln studentów naukę i odbycie stażu zawodowego za granicą, można go uznać za sukces na skalę europejską” - powiedział unijny komisarz odpowiedzialny za edukację, szkolenia, kulturę i młodzież Jan Figel.
Zwrócił też uwagę, że – jak wskazują badania – „z tej transnarodowej mobilności” korzystają nie tylko pojedyncze osoby, ale również ich uczelnie i całe społeczeństwo. „Powinniśmy teraz wykorzystać dotychczasowy sukces programu i dać możliwość wyjazdu wszystkim młodym ludziom, którzy chcieliby odbyć naukę za granicą” – dodał komisarz przypominając, że niedawno rozpoczęły się konsultacje społeczne na temat najlepszej strategii, która umożliwi realizacje tego celu.
Z opublikowanych przez KE w czwartek danych dotyczących mobilności studentów i pracowników uczelni wynika, że w ciągu 21 lat - od 1987 do 2008 roku - około 1 846 600 studentów skorzystało z możliwości odbycia części studiów w ramach programu Erasmus.
Tylko w roku 2007-2008 za granicą studiowało 162 695 stypendystów Erasmusa. Oznacza to co prawda wzrost w wysokości 2,1 proc. w porównaniu z zeszłym rokiem, jednak okazało się, że z 10 krajów wyjechało mniej studentów niż rok wcześniej. Tymczasem w innych, m.in. w Wielkiej Brytanii i Holandii, odnotowano wzrost liczby studentów wyjeżdżających w ramach tego programu.
Komisja zwraca uwagę, że ze staży - jednej z nowych form wymiany oferowanych przez program Erasmus – skorzystało w roku 2007-2008 ponad 20 tys. studentów.
Do połowy tego roku w unijnym programie Erasmus wzięło udział ponad 2 mln studentów - podał portal EurActiv.pl, powołując się na biuro prasowe Komisji Europejskiej. Do połowy tego roku w unijnym programie Erasmus wzięło udział ponad 2 mln studentów - podały służby prasowe Komisji Europejskiej powołując się na najnowsze dane.
Przewiduje też, że liczba oferowanych staży będzie rosła, bo coraz więcej stypendystów wybiera właśnie staż, a nie studia za granicą.
Krajami, z których wyjeżdża najwięcej stypendystów Erasmusa w stosunku do ich ogólnej liczby studentów, są: Liechtenstein (6,43 proc.), Austria (1,77 proc.), Czechy (1,54 proc.) i Hiszpania (1,41 proc.)
Wprowadzono ponadto szkolenia dla pracowników uczelni i w roku 2007-2008 skorzystało z tej możliwości 4 883 pracowników instytucji szkolnictwa wyższego. Natomiast liczba wyjazdów w celu prowadzenia zajęć wzrosła w tym czasie o ponad 5 proc. – żeby prowadzić zajęcia w instytucji partnerskiej wyjechało 27 157 wykładowców. Od momentu uruchomienia tego rodzaju wymiany, wzięło w niej udział niemal 200 tys. wykładowców i innych pracowników uczelni.
W roku akademickim 2007-2008 we wszystkich typach wymiany studentów, w tym w stażach zawodowych, wzięło udział 182 697 stypendystów, a liczba wyjazdów wzrosła o ponad 5 proc. Jednocześnie znacznie wzrosła kwota miesięcznego przyznawanego stypendium i obecnie wynosi średnio 250 euro miesięcznie. Było to możliwe dzięki wzrostowi budżetu programu Erasmus w 2007 roku do wysokości 372 mln euro, w związku ustanowieniu programu unijnego „Uczenie się przez całe życie”.
mg
Termin składania zgłoszeń do konkursu o Europejską Nagrodę im. Karola Wielkiego dla Młodzieży został przedłużony do 16 lutego, by dać szansę udziału w konkursie jak największej liczbie uczestników.
Nagroda Karola Wielkiego dla Młodzieży jest adresowana do ludzi w wieku od 16 do 30 lat, którzy realizują projekty ułatwiające porozumienie i współpracę między
obywatelami krajów europejskich oraz budujące poczucie europejskiej tożsamości.
W konkursie biorą udział osoby lub grupy realizujące np. programy wymiany młodzieży, projekty internetowe w skali europejskiej oraz organizujące imprezy przeznaczone dla młodzieży. Oceniane są projekty już wdrażane
Organizatorami konkursu są Parlament Europejski i Fundacja Międzynarodowej Nagrody im. Karola Wielkiego w Akwizgranie. Zwycięzcy otrzymają nagrody w wysokości od 2 do 5 tysięcy euro.
W zeszłorocznej edycji konkursu zwyciężyła inicjatywa węgierskiej młodzieży
"Studenci bez granic".
Węgierski projekt to doroczne spotkania studentów z Rumunii, Słowacji, Serbii,
Ukrainy i Węgier, połączone z dyskusjami na tematy europejskie. Drugie i trzecie miejsce zajęły odpowiednio projekty z Wielkiej Brytanii i Grecji.
Zgłoszenia do drugiej edycji konkursu można składać pod adresem
http://cyp.adagio4.eu/view/pl . Formularze
zgłoszeniowe są łatwe do wypełnienia i są dostępne w 22 językach urzędowych Unii Europejskiej, w tym także po polsku.
O dodatkowe wyjaśnienia można zwracać się do Nikosa Salliarelisa pod adresem email , nikos.salliarelis@europarl.europa.eu ,lub telefonem 0032 498 983326 , a także do Biura Informacyjnego Parlamentu Europejskiego w Polsce: Warszawa, ul. Jasna 14/16a, tel. +48 (22) ..., email: epwarszawa@europarl.europa.eu.
mg
Przewodniczący PE Josep Borrell wręczył Nagrodę im. A. Sacharowa na rzecz wolności myśli podczas sesji plenarnej w Strasburgu. Nagroda stanowi uznanie dla działań na rzecz obrony praw człowieka, ochrony mniejszości, współpracy międzynarodowej i rozwoju demokracji. W tym roku przyznano ją trójce laureatów: kubańskiemu ruchowi opozycyjnemu "Kobiety w Bieli", nigeryjskiej adwokatce i obrończyni praw człowieka Huawie Ibrahim oraz "Reporterom bez Granic".
mg
Ruszyła internetowa rejestracja szkół średnich w UE zainteresowanych udziałem w drugiej edycji konkursu Komisji Europejskiej dla młodych tłumaczy Juvenes Translatores (ec.europa.eu/translatores). Rejestracja potrwa od 1 września do 20 października, po czym nastąpi losowanie szkół, których uczniowie ostatecznie zasiądą do konkursowego tłumaczenia w czwartek 27 listopada. Wybierać można spośród wszystkich 23 języków urzędowych UE.
Konkurs Juvenes Translatores ma promować naukę języków obcych i sztukę przekładu wśród młodzieży. Zeszłoroczna, pierwsza edycja, konkursu pozwoliła uczniom w całej Europie odkryć trudności związane z przekładaniem tekstu, a także zasadniczą rolę tłumaczeń dla funkcjonowania Unii. Polską laureatką została Marta Szymczyk z I LO im. M. Kopernika w Będzinie.
Pierwszy konkurs stanowił dla młodzieży doskonałą okazję do odkrycia, na czym naprawdę polega praca tłumacza i do wypróbowania swoich umiejętności językowych – powiedział Leonard Orban, komisarz ds. wielojęzyczności. – Okazał się także sukcesem w propagowaniu wielojęzyczności i pokazał, że warto uczyć się języków, zwracając jednocześnie uwagę na często niedostrzegany, a jakże nieodzowny zawód tłumacza.
Dwuetapowa rejestracja
Od 1 września do 20 października każda szkoła w UE zainteresowana udziałem w konkursie musi przesłać elektroniczny formularz zgłoszeniowy. Formularz dostępny jest na stronie internetowej konkursu (http://ec.europa.eu/translatores) we wszystkich 23 językach urzędowych UE.
Po 20 października spośród wszystkich zarejestrowanych szkół wylosowana zostanie określona liczba szkół z każdego państwa członkowskiego. Liczba ta będzie odpowiadać podwojonej liczbie głosów, jakie dane państwo członkowskie ma w Radzie Unii Europejskiej.
Kraj Liczba szkół
Francja, Niemcy, Włochy, Zjednoczone Królestwo 58
Polska, Hiszpania 54
Rumunia 28
Niderlandy 26
Belgia, Republika Czeska, Grecja, Węgry, Portugalia 24
Austria, Bułgaria, Szwecja 20
Dania, Finlandia, Irlandia, Litwa, Słowacja 14
Cypr, Estonia, Łotwa, Luksemburg, Słowenia 8
Malta 6
W drugim etapie wylosowane szkoły zostaną poproszone o przesłanie nazwisk maksymalnie 4 uczniów urodzonych w 1991 r. i podanie wybranych przez nich kombinacji językowych (tj. języka źródłowego i docelowego). Uczniowie mogą swobodnie wybierać spośród 23 języków urzędowych UE (mogą tłumaczyć np. z polskiego na rumuński albo z maltańskiego na fiński). Do udziału w konkursie zaproszonych zostanie ogółem 2 760 uczniów z 690 szkół. Potem już tylko konkurs…
27 listopada, jednocześnie we wszystkich państwach członkowskich UE, uczniowie wybranych szkół przetłumaczą pod kontrolą nauczycieli krótki tekst. Tłumaczenia zostaną następnie ocenione przez panel zawodowych tłumaczy z Dyrekcji Generalnej ds. Tłumaczeń Pisemnych Komisji Europejskiej, a jurorzy konkursu wybiorą najlepszy przekład z każdego państwa członkowskiego.
…i nagrody dla najlepszych.
Nazwiska 27 laureatów zostaną ogłoszone w styczniu 2009 r. W kwietniu laureaci zostaną zaproszeni do Brukseli na uroczyste zakończenie konkursu, podczas którego nagrody wręczy osobiście komisarz ds. wielojęzyczności Leonard Orban.
Strona internetowa Juvenes Translatores: http://ec.europa.eu/translatores
Portal językowy serwisu EUROPA: http://europa.eu/languages/
Strona Dyrekcji Generalnej ds. Tłumaczeń Pisemnych: http://ec.europa.eu/dgs/translation/
Żródło: Komisja Europejska
mg
Rozmowa z prof. Michałem Kleiberem, ministrem nauki i informatyzacji
Jak ocenia Pan stan naszej nauki i badań w stosunku do innych krajów UE? Czy i w jakim stopniu jesteśmy zapóźnieni?
- O nauce trudno jest mówić w takich zintegrowanych kategoriach. Układanie rankingu krajów według poziomu ich nauki jest trudne i często mylące z tego powodu, że w nauce bardziej liczą się oryginalne, wybitne osiągnięcia, a mniej poziom średni. Poziom średni jest jednak także istotny - przekłada się on np. na jakość edukacji uniwersyteckiej. W Polsce średni poziom nauki odpowiada pozycji naszego kraju w świecie. To znaczy, że w zależności od dziedziny nauki zajmujemy na świecie 15, 18, a niekiedy 20, czy nawet 30 miejsce. Jest to wynikiem określonych uwarunkowań gospodarczych i historycznych. Niewątpliwie jednak Polska ma bardzo dużo bardzo dobrych zespołów badawczych liczących się w Europie i w świecie. A ponieważ to one są w nauce najważniejsze – na tym można budować nasz optymizm. Jestem przekonany, że również w tych obszarach nauki, które są nam najbardziej potrzebne, jesteśmy merytorycznie dobrze przygotowani, aby przy odpowiednim finansowaniu sprostać wyzwaniom Strategii Lizbońskiej, a więc opartemu na wiedzy szybkiemu wzrostowi gospodarczemu. Nie ulega jednak także wątpliwości, że nauka polska musi podlegać dalszym przemianom. Obok bardzo dobrych instytucji mamy bowiem również słabe, które – i jest to bardzo ważne zadanie – należy wyeliminować poprzez ich restrukturyzację rozumianą jako ich przyłączanie do lepszych jednostek, różne formy prywatyzacji, zachęcanie firm z kapitałem krajowym i zagranicznym do wchłaniania ich w swe struktury, a wreszcie poprzez likwidację. Taka forma jest również konieczna.
Które instytucje miałaby objąć restrukturyzacja?
- Jak wiadomo w Polsce prowadzi się badania w czterech zasadniczych grupach. Pierwsza, największa to uczelnie wyższe. Druga – instytuty i samodzielne zakłady Polskiej Akademii Nauk, których jest w kraju ok. 80. Wszystkie te jednostki muszą reprezentować najwyższy, światowy poziom badań i ich trwające przekształcenia mają służyć osiągnięciu tego celu. Trzecią grupę stanowi blisko 200 jednostek badawczo-naukowych (JBR). Czwarty pion wreszcie to badania prowadzone w przedsiębiorstwach. Restrukturyzacja powinna objąć przede wszystkim JBR-y. Ich liczba spadła w ostatnich trzech latach, co jest zjawiskiem pozytywnym. Wśród JBR-ów mamy kilkadziesiąt bardzo dobrych, które należy utrzymać za wszelką cenę. Około 20 z nich ma charakter służb publicznych i z tego względu muszą być zachowane i przyzwoicie finansowane. To na przykład Instytut Weterynaryjny, Instytut Ochrony Pracy czy Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Są one nieodzowne dla właściwego funkcjonowania każdego nowoczesnego państwa i trzeba je przekształcić poprzez nadanie im statusu Państwowych Instytutów Badawczych (PIB). Do tej pory powstały trzy takie instytuty i tworzone są kolejne. Znaczną część pozostałych trzeba będzie zrestrukturyzować. Ten proces powinna przyspieszyć, przygotowywana właśnie przez nasz resort, nowelizacja ustawy o JBR-ach. Natomiast na badania w przedsiębiorstwach przedstawiciele administracji rządowej mają bezpośrednio najmniejszy wpływ. Chcielibyśmy oczywiście, aby takich badań było jak najwięcej. W gestii rządu i parlamentu leży natomiast stworzenie systemu finansowego, zachęcającego do prowadzenia takich badań.
To znaczy...
- Taką zachętą jest przygotowywana obecnie Ustawa o działalności innowacyjnej. Wprowadza ona cały szereg instrumentów, zachęcających przedsiębiorców do inwestowania w badania. Gdy mówimy z kolei o uczelniach wyższych, to jest wśród nich bardzo dużo bardzo dobrych, ale niestety i pewna ilość słabych, zarówno państwowych, jak i prywatnych. Dlatego tylko niektóre wyższe szkoły powinny mieć status uczelni badawczych, a część powinna poprzestać na dobrym nauczaniu na poziomie licencjackim. Podsumowując, nauka polska ma wiele bardzo dobrych instytucji, mogących służyć za wzorzec, a także jednostki słabsze, wymagające restrukturyzacji. Ten proces trwa i mam nadzieję, że za kilka lat dostrzeżemy pozytywne jego rezultaty.
Jakie są Państwa priorytety?
- Sprawą fundamentalną jest jakość kształcenia. Studentów powinni uczyć profesorowie prowadzący na bieżąco badania naukowe. Po drugie – wyszukiwanie nisz, w których Polska mogłaby zaistnieć jako lider...
W jakie nisze moglibyśmy się wślizgnąć?
- Problem leży przede wszystkim w ich właściwym zlokalizowaniu. Stąd uruchomiliśmy jakiś czas temu program pod angielską nazwą Foresight, co w swobodnym tłumaczeniu oznacza ‘proces aktywnego prognozowania’. Czyli przewidujemy coś, co chcemy osiągnąć i próbujemy znaleźć sposób, aby do tego zmierzać. Ten Foresight trwa i pozwoli nam z pewnością określić obszary najważniejsze dla Polski. Natomiast, ponieważ nie możemy czekać, już dziś, w wyniku rozmów z uczonymi i rozeznania rynku, wytyczyliśmy wstępnie, niejako intuicyjnie, te obszary priorytetowe. Przy wyborze kierowaliśmy się zasadniczym kryterium, jakim jest posiadanie realnego potencjału w danej dziedzinie. W rezultacie wyłoniły się 4 obszary priorytetowe:
- Pierwszy, potocznie nazywany przez nas BIO, związany jest z biotechnologią, biologią molekularną, genomiką. Jest to wiodący obszar badań naukowych tak pod względem poznawczym, jak i potencjału gospodarczego. Od strony badawczej reprezentujemy w tym zakresie dobry poziom, wciąż jednak za mało mamy firm działających w tym obszarze.
- Drugi – INFO, to technologie społeczeństwa informacyjnego – całokształt tematyki, która łączy się z dostępem, przetwarzaniem, wykorzystywaniem, magazynowaniem informacji. Polska ma tutaj bardzo duży potencjał, pewne sukcesy i jeszcze większe potrzeby. W tym obszarze popyt będzie trwał jeszcze co najmniej kilka lat, a my musimy odnaleźć w nim swoje miejsce - marzenia o stworzeniu rywala Microsoftu, Intela czy Hewlett-Packarda w Polsce są oczywistą mrzonką, ale można odnieść sukcesy na mniejszą skalę. Takim miejscem jest Grid computing, czyli przetwarzanie informacji za pomocą całej sieci komputerów w taki sposób, by można było potraktować istniejące komputery jako procesory jednego, wielkiego komputera. Polacy są w Europie cenionymi ekspertami w tym zakresie. 15 grudnia w warszawskim hotelu Bristol odbyła się prezentacja takiego Gridu.
- Trzeci –TECH, związany jest silnie z naszym przemysłem. Musimy zadbać o to, aby nawet w tradycyjnych przemysłach takich, jak górnictwo czy hutnictwo wprowadzać nowe technologie, co oznacza w praktyce ochronę środowiska i bezpieczniejsze, bardziej komfortowe warunki pracy. W tej samej grupie jako priorytet traktujemy badania i wdrożenie nowych materiałów. Produkcja materiałów pod kątem konkretnych potrzeb jest absolutnie kluczowa we współczesnym świecie. Tę naukę nazywamy często nanonauką, gdyż bazuje na obserwacji zjawisk na poziomie molekularnym. Z kolei nanomateriały to materiały, które konstruujemy operując na poziomie poszczególnych molekuł, czy atomów.
- Czwarty wreszcie obszar to badania naszej historii, kultury i tradycji. Do tej grupy zaliczam też badania w dziedzinach, w których bezsprzecznie i od dłuższego czasu jesteśmy liderami. Mam tu na myśli archeologię, zwłaszcza śródziemnomorską, utrzymującą się na wysokim poziomie od czasów prof. Michałowskiego. Mamy też wielkie tradycje w zakresie konserwacji zabytków. Ostatnio zaś doszły duże osiągnięcia w astronomii, dokonane zarówno przez naukowców pracujących w kraju, jak i tych, którzy, niestety, wyjechali. Przy okazji często słyszę pytanie: Po co wydajemy znaczące sumy na budowę radioteleskopu w RPA? Odpowiedź jest prosta. Chcemy być członkiem społeczności międzynarodowej, posiadającej dostęp do najbardziej subtelnych badań kosmicznych, po to, aby podtrzymać swoją pozycję jako jednego z liderów w tym obszarze.
Oczywiście, jak już wcześniej wspominałem, na te priorytety będzie można postawić w pełni po zakończeniu akcji prognozowania. Mam nadzieję, że program Foresight je potwierdzi, a być może wytyczy też nowe.
W Raporcie Koka jest zawarte spostrzeżenie, że w UE jest bardzo wielu zdolnych naukowców, ale nie mają odpowiednich warunków rozwoju, a nakłady na badania i rozwój nie spełniają kryterium wyznaczanego przez Strategię Lizbońską (3 proc. PKB). W Polsce jest pod tym względem jeszcze gorzej, a młodzi, początkujący naukowcy uciekają za granicę w poszukiwaniu lepszych warunków pracy i wyższych wynagrodzeń. Co robimy, aby ich Polsce zatrzymać?
- Strategia Lizbońska dotyczy zwiększenia konkurencyjności gospodarki, aby stać się wiodącą siłą na świecie. Z naukocentrycznego punktu widzenia rzecz sprowadza się do tego, aby mieć dużo wiedzy generowanej przez naukę i stworzyć efektywne otoczenie biznesowe po to, aby tę wiedzę wykorzystywać. Ważne jest przy tym oczywiście, aby jak najwięcej tej wiedzy można było tworzyć w Polsce. Wśród istniejących zagrożeń jest, przywołany przez panią, exodus młodzieży, która nie dostrzeże dla siebie szansy w kraju i będzie tworzyć wiedzę gdzie indziej.
I już tak czyni...
- Z punktu widzenia niektórych euroentuzjastów nie jest to postrzegane negatywnie, bo skoro nasi młodzi polscy naukowcy zatrzymają się w UE i będą rozwijać wiedzę właśnie tam, to my, jako część Wspólnoty, też na tym skorzystamy. Jest w tym część prawdy, bo sukces Unii przełoży się na nasz sukces.
A jak wyjadą dalej?
- Moim zdaniem już sam wyjazd młodych badaczy z kraju nie jest dla nas korzystny. Takie wyjazdy, zwłaszcza do USA, to problem całej UE. Dlatego podejmuje ona szereg działań mających zachęcić młodych naukowców do powrotu do Europy. Na razie, według szacunków, na 200 tys. pracujących w Stanach młodych uczonych z Unii w odwrotnym kierunku odważyło się przyjechać 10 tys. Amerykanów. Oznacza to, że Ameryka nadal oferuje naukowcom bardziej atrakcyjne warunki pracy, a Europa nieprzerwanie na tym traci. W sytuacji zaś, gdy wiedza odgrywa coraz większą rolę, ta sytuacja jest krytyczna. Tak naprawdę przesądza, czy możemy dogonić gospodarkę USA w rozsądnym czasie czy nie. Dlatego potwierdzam zasadność postawionego przez Panią pytania. Jednak nie znajduję na nie idealnej odpowiedzi. Choć, na własnym podwórku, usiłujemy podjąć pewne kroki, aby młodych naukowców w kraju zatrzymać. Próbujemy np. stworzyć specjalny system finansowania projektów badawczych dla młodych naukowców. Chcemy uruchomić odpowiednie środki, aby zachęcać do powrotu tych, którzy wyjechali. W tym celu nawiązaliśmy współpracę z instytucjami niemieckimi i proponujemy młodym badaczom z Polski, pracującym za Odrą od 3-4 lat, kontynuację kariery w kraju. Chcemy postawić ich przed dylematem: czy wolą jeszcze przez pewien czas być pracownikiem niechętnie widzianym w Niemczech, czy też wolą wrócić do siebie i pracować w stabilniejszej atmosferze. Bierzemy też udział w dobrze finansowanych projektach europejskich, w ramach których możemy zaproponować młodym zarobki porównywalne z zachodnimi. Jednak te działania są tylko kroplą w morzu potrzeb i nie rozwiążemy problemu bez znaczących środków na badania. Z budżetu, ale nie tylko, a nawet nie przede wszystkim. W żadnym rozwiniętym kraju środki z budżetu nie pokrywają zasadniczej części kosztów badań. Ważne są jednak jako sygnał, że państwo interesuje się tą dziedziną, że wierzy w możliwość rozwoju rodzimych badań i wiedzy. A jeżeli do tego doda się jeszcze odpowiednie, wspomniane wcześniej, zachęty dla przedsiębiorców, to sygnał od władz skłoni ich do aktywniejszego inwestowania w badania...
Odnoszę jednak wrażenie, że polski biznes nie jest na razie zainteresowany inwestowaniem w naukę i badania?
- Niestety, ma Pani rację. Nasi przedsiębiorcy pokrywają tylko niecałą połowę nakładów na badania, a reszta jest domeną państwa, przy czym obie te kwoty są relatywnie bardzo małe. W krajach rozwiniętych proporcje są inne, gdyż tam przedsiębiorcy finansują około 70 proc. badań, a tylko 30 proc. daje państwo. I oczywiście wydatkowane sumy są nieporównywalnie większe. Mamy więc bardzo dużo do zrobienia. Przyczyny obecnego status quo są wielorakie. Po pierwsze przy prywatyzacji wielkich zakładów skupiliśmy się na problemie pakietów socjalnych pomijając zupełnie aspekt, nazwijmy go, pakietu badawczego. Trzeba było mianowicie zmusić wielkie koncerny zagraniczne kupujące polskie firmy do prowadzenia badań przemysłowych w Polsce. Takie kroki podjęto na Węgrzech i Czechach. Niestety, u nas jest już za późno, aby zastosować to rozwiązanie. Natomiast można zachęcać zachodnie koncerny, aby inwestowały w badania w Polsce. I coraz lepiej nam się to udaje. Przykładem są takie firmy, jak Microsoft, Intel, Hewlett-Packard, Siemens, które ulokowały swoje centra badawcze w Polsce. I mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że ten trend będzie coraz silniejszy, gdyż nie ma tygodnia, aby nie docierały do nas informacje o nowych inicjatywach w tym zakresie – ostatnio ze strony firmy Pratt&Whitney, czołowego producenta silników samolotowych. Polscy pracownicy, wbrew potocznemu mniemaniu, mają u zachodnich przedsiębiorców bardzo dobrą markę: są pracowici, dobrze wykształceni i rzetelni. Do tego dysponujemy ogromnym potencjałem ludzkim. Wybudowanie centrum naukowo-badawczego np. w Czechach czy na Węgrzech i zgromadzenie w nim 300 specjalistów danej dziedziny jest problemem, podczas gdy w Polsce jest to znacznie łatwiejsze właśnie ze względu na potencjał ludzki. Dlatego jestem optymistą zakładając, że nad Wisłą będzie takich centrów coraz więcej.
Rozmawiała: ANNA KŁOSSOWSKA
20.09.2005
mg
Rozmowa z ministrem Jarosławem PIETRASEM, szefem UKIE
Jak doszło do wychwycenia błędów w Traktacie Konstytucyjnym?
- Polski tekst Traktatu został opublikowany na początku listopada ub. r. Wtedy też dokonaliśmy jego przeglądu. Wówczas wybuchła sprawa, że jest to bardzo kiepsko przetłumaczone. Pojawiły się cytaty, jak to brzmi po polsku. Pierwszy mój odruch był taki, żeby zobaczyć, jak to jest w języku francuskim i angielskim. Muszę powiedzieć, że w tych językach czasami brzmi to równie bełkotliwie, jak w języku polskim. Np. angielskie wyrażenie „social exclusion” nie da się inaczej przetłumaczyć, jak „wykluczenie społeczne”. Zidentyfikowana została lista usterek mniejszego czy większego kalibru. Praca zespołu, który powołany został w MSZ w tym celu, będzie jeszcze trochę trwała. Następnie przedstawimy tę listę depozytariuszowi Traktatu z prośbą o korektę. W szczególności tam, gdzie są ewidentne pominięcia, np. tak, gdzie w odniesieniu do handlu bronią zabrakło słowa „nielegalny”.
Czy nie opóźni to referendum?
- Moim zdaniem, jest to proces techniczny i nie ma on znaczenia dla kształtu Traktatu Konstytucyjnego. Teraz trzeba znaleźć odpowiedź na pytanie, czy ktoś chce podejść do referendum z takim tekstem i „corrigendum”, które pokazuje, jak to załatwimy, czy też chce opóźnienia referendum. Z mojego punktu widzenia dokument w obecnym kształcie, wraz z identyfikacją usterek i metodą ich załatwienia, nadaje się w pełni do uruchomienia procesu ratyfikacji. Jest to jednak kwestia decyzji rządu i MSZ. Minister spraw zagranicznych przedłoży traktat rządowi do ratyfikacji, a rząd – Sejmowi. Wyobrażam sobie, że dyskusja w Sejmie będzie długa. Teoretycznie referendum mogłoby się odbyć nawet przed przerwą wakacyjną.
Rozmawiał: Roman Gutkowski
20.09.2005
mg
Według francuskiego MSW, 56 proc. Francuzów, głosujących w niedzielnym referendum opowiedziało się za odrzuceniem europejskiej konstytucji. Za konstytucją głosowało 44 proc. Do głosowania uprawnionych było blisko 42 mln obywateli. Frekwencja wyniosła ok. 70 proc.
Występując w telewizji publicznej w niedzielę wieczorem z krótkim oświadczeniem, prezydent Francji Jacques Chirac powiedział, że "przyjmuje do wiadomości suwerenną decyzję Francuzów". "Unia Europejska będzie nadal funkcjonować na podstawie poprzednich traktatów" - powiedział francuski prezydent. Dodał, że odrzucenie przez Francuzów konstytucji UE stworzyło Francji "trudny kontekst dla obrony jej interesów w Europie".
Zapowiedział, że w najbliższych dniach da "nowy i silny impuls", ogłaszając swą decyzję w sprawie składu rządu. Dymisja premiera J.-P. Raffarina jest już praktycznie przesądzona. Przywódca skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Jean-Marie Le Pen i szef prawicowych niepodległościowców Philippe de Villiers wezwali prezydenta Chiraca do dymisji.
Jednoznaczne odrzucenie przez Francuzów konstytucji unijnej jest dla Francji "próbą" i powodem "prawdziwego rozczarowania" - powiedział francuski minister spraw zagranicznych Michel Barnier. - To klęska dla Francji, klęska dla Europy - dodała minister obrony Michele Alliot-Marie. Barnier i Alliot-Marie wymieniani są wsród ewentualnych następców obecnego premiera Raffarina.
64,7 tys. lokali wyborczych było czynnych od godziny 8.00 do godziny 20.00. Tylko w Paryżu i Lyonie referendum trwało do godz. 22.00.
Wynik referendum jest wiążący. Politycy francuscy mówią, że nie ma "planu B", a traktat nie podlega renegocjacji.
Zdaniem profesora Bronisława Geremka, eurodeputowanego do Parlamentu Europejskiego, znaczenie tego referendum jest wyjątkowe. Francja jest nie tylko jednym z 25 państw, które - w rozmaity sposób - ratyfikują Traktat Konstytucyjny, jest jednym z założycieli Unii Europejskiej. Bez porozumienia Francji i Niemiec nie byłoby dziś UE. Także ta eurokonstytucja jest w dużym stopniu tworem francuskim. "Francuskie społeczeństwo zabija w pewnej mierze własne dziecko" - podsumował prof. Geremek doniesienia znad Sekwany.
Więcej: www.eurokonstytucja.pl
20.09.2005
mg
| [1] [2] [3] | >> |
All content Copyright © 2010 MG Media. All Rights Reserved.
Wydawca: Maria Graczyk, MG Media; Redaktor Naczelny: Roman Gutkowski